Co piszczy w trawie

Tuwimowcy w rozjazdach, czyli wschodnie klimaty

Sły­sza­łem, że już paku­ją manat­ki — w przy­szłym tygo­dniu eki­pa nauczy­cie­li z Tuwi­ma wybie­ra się na trzy­dnio­wą wyciecz­kę po Roz­to­czu. Oby tyl­ko dopi­sa­ło słoń­ce. Pro­fe­sor z infor­ma­ty­ki już spraw­dzał pogo­dę, odkrył przy oka­zji, że ser­wis inter­ne­to­wy poka­zu­je Roz­to­cze gdzieś w woje­wódz­twie zachod­nio­po­mor­skim, a Zamość na Mazu­rach. Może jest kil­ka Roz­to­czy, ale Zamość — ten zabyt­ko­wy rodzy­nek — może być chy­ba tyl­ko jeden? To nie­zwy­kle cie­ka­we, że spraw­dza­jąc mapy w sie­ci Pro­fe­sor zwy­kle dosta­je inne wyni­ki niż resz­ta gro­na. Jakaś klą­twa?

Nauczy­ciel­skie wypra­wy to już tuwi­mow­ska tra­dy­cja, przy­wo­ły­wa­na co roku w ostat­nich tygo­dniach lub mie­sią­cach roku szkol­ne­go. Teraz padło na wschod­nią Pol­skę. Stam­tąd jesz­cze kil­ka­dzie­siąt kilo­me­trów i jeste­śmy na Ukra­inie — tam Tuwi­mow­cy już byli, i to dość daw­no temu. Do dziś uzna­ją tam­tą eska­pa­dę za nie­zwy­kle faj­ną przy­go­dę, więc chy­ba pozwo­li­cie, że napi­szę na ten temat kil­ka aka­pi­tów. Tym bar­dziej, że z Ukra­iną wią­żą nas nie tyl­ko miłe wspo­mnie­nia grup­ki obie­ży­świa­tów.

Zacznę od wyciecz­ki. Jeże­li wie­my, że w wyciecz­ce bra­li udział nasi geo­gra­fo­wie, to może­my być pew­ni, że wyjazd nie był zbyt „geo­gra­ficz­ny”. Była to raczej becz­ka śmie­chu. Cho­ciaż na tra­sie Lwów — Kijów poja­wia­ły się też oczy­wi­ście oka­zje do zadu­my. Na przy­kład, na cmen­ta­rzu Łycza­kow­skim.

Wyszpe­ra­łem kil­ka foto­sów. Zdję­cie 1. Pani Basia, poni­żej kozac­ki bard, po pra­wej Boh­dan Chmiel­nic­ki. Chmie­lu nie widzę, jest za to kli­ma­tycz­ny instru­ment szar­pa­ny i pięk­na pogo­da w pięk­nym kra­ju. W takich warun­kach żad­ne powsta­nie kozac­kie nie ma szan­sy. Rok pań­ski 1648 musiał być wybit­nie desz­czo­wy.

Pani Basia, kozak i Ataman

Zdję­cie 2. Bab­ki z Kijo­wa. Po pra­wej Pani Ania, zama­sko­wa­na chust­ką i oku­la­ra­mi, obok Panie Gabry­sia i Jasia z daw­nej admi­ni­stra­cji Tuwi­ma. Tri matriosz­ki 🙂

Kijowskie Diewoczki

Zdję­cie 3. Anio­ło­wie i Che­ru­bin­ki w kra­ju ikon i pra­wo­sław­nych klasz­to­rów.

Aniołowie i Cherubinki

Jak wspo­mnia­łem, Ukra­ina to dla Tuwi­ma nie tyl­ko ład­ne zdję­cia w albu­mie. Po pierw­sze, to oso­ba Pani Nata­szy, któ­ra przez sze­reg lat uczy­ła młod­szych Tuwi­mow­ców języ­ka angiel­skie­go. Nasi daw­ni absol­wen­ci na pew­no dosko­na­le pamię­ta­ją Panią Nata­szę, któ­ra była nauczy­cie­lem wyma­ga­ją­cym, ale przy tym życz­li­wym, wno­szą­cym w szkol­ne życie dużo spo­ko­ju, roz­wa­gi i opa­no­wa­nia. Takie cechy cha­rak­te­ru muszą być dzi­siaj wybit­nie w cenie w Jej ojczy­stym kra­ju. Tym bar­dziej tam, gdzie był dom Pani Nata­szy — na wscho­dzie Ukra­iny, gdzie obec­nie rzą­dzą anta­go­ni­zmy naro­do­we i kałasz­ni­kow (albo podob­ny kawa­łek meta­lu). W zakąt­ku świa­ta, gdzie imię Wła­di­mir wywo­łu­je nie­zwy­kle skraj­ne reak­cje. Dopie­ro co czy­ta­łem, że kon­flikt zbroj­ny przy­bie­ra tam  na sile…

Zdję­cie 4. Pani Nata­sza jedzie z gru­pą na Ukra­inę. Oto spo­kój i pogo­da ducha. Nie­ste­ty nie wiem, co obec­nie u Niej sły­chać…

Pani Natasza

Z Ukra­iną wią­za­ły nas też kon­tak­ty „uczel­nia­ne”. Doko­pa­łem się tutaj do kil­ku infor­ma­cji, podam pierw­szą z brze­gu. „Wrze­sień (1995) — pię­cio­dnio­wa wizy­ta Dyrek­to­ra Zespo­łu w Bier­diań­sku na Ukra­inie, zor­ga­ni­zo­wa­na przez wła­dze mia­sta oraz Filii Poli­tech­ni­ki Łódz­kiej w Biel­sku-Bia­łej — pod­pi­sa­nie poro­zu­mie­nia o współ­pra­cy i wymia­nie mło­dzie­ży pomię­dzy Tuwi­mem, a Azow­skim Regio­nal­nym Insty­tu­tem Zarzą­dza­nia APUY”. Na pod­pi­sie spra­wa się nie zakoń­czy­ła. Mło­dzież fak­tycz­nie kur­so­wa­ła na linii Bier­diańsk — Biel­sko-Bia­ła…

Pozdra­wiam wszyst­kich, a szcze­gól­nie Panią Nata­szę, gdzie­kol­wiek obec­nie prze­by­wa!

 

 

196 total views, no views today

Ostatni teledysk Pani Marysi

Ten news łup­nie Was w gło­wę jak pił­ka lekar­ska zrzu­co­na z same­go czub­ka Wie­ży Eif­fe­la. Nie spodo­ba się Wam. Otóż speł­nia się jed­na z prze­po­wied­ni Nostra­da­mu­sa dla naszej szko­ły, któ­re opu­bli­ko­wa­łem w poprzed­nim wpi­sie: Pani Mary­sia prze­cho­dzi na eme­ry­tu­rę z koń­cem bie­żą­ce­go mie­sią­ca! Nie zoba­czy­my Jej po feriach… Nie muszę wyja­śniać, jaka to fatal­na wia­do­mość dla wszyst­kich sta­łych bywal­ców Tuwi­ma. I, tak po ludz­ku, bar­dzo smut­na. Bo nie tyl­ko tra­ci­my nie­za­wod­ne­go pra­cow­ni­ka szko­ły, ale tak­że bar­dzo życz­li­wą oso­bę.

Mało kto zda­je sobie spra­wę, że Pani Mary­sia to Kolumb naszej por­tier­ni — pra­cu­je w Tuwi­mie od począt­ków szko­ły w 1991 roku. Kolej­ne gene­ra­cje uczniów poży­cza­ły u Niej szkol­ne kal­ku­la­to­ry, pinez­ki i nożycz­ki, dosta­wa­ły mun­du­rek spod lady, kse­ro­wa­ły książ­ki, kupo­wa­ły pod­ręcz­ni­ki z dru­giej ręki. Wszy­scy zna­my prze­pis na Panią Mary­się: (ener­gia2 + goto­wość do pomo­cy3 + facho­wość * ∞ (nie­skoń­czo­ność)) — L-4(≈3 dni/26 lat). A co po 31 stycz­nia? No cóż, Pani Mary­sia będzie odpo­czy­wać w domu. Cza­sem wypad­nie na dwór, może na grzyb­ki — jest spe­cja­list­ką od zbie­ra­nia grzyb­ków, wie po któ­rym jego­mo­ściu gro­żą halu­cy­na­cje lub drew­nia­ny język.

Pani Marysia przy ksero

Kil­ka dni temu  nasza Xero Hero nakrę­ci­ła swój ostat­ni tele­dysk, jak zwy­kle odważ­ny i nie­stan­dar­do­wy (pamię­ta­cie jesz­cze Jej poprzed­ni sound­track?). Popa­trz­cie i posłu­chaj­cie, nie zapo­mnij­cie przy tym pod­krę­cić gło­śno­ści. Naj­le­piej oglą­dać na komór­ce, gdyż roz­dziel­czość wideo nie powa­la na kola­na. Tytuł utwo­ru to „Kse­ro nie dzia­ła”.

Naj­star­szy film świa­ta nosi tytuł „Wyj­ście robot­ni­ków z fabry­ki”. Powstał jesz­cze w XIX wie­ku i oczy­wi­ście dale­ki jest od tech­nicz­nej dosko­na­ło­ści. To samo moż­na powie­dzieć o powyż­szym ani­mo­wa­nym tele­dy­sku. Ani­ma­cja jest krót­ka i topor­na, ruchy nie­zbyt dopra­co­wa­ne. Na szczę­ście sytu­ację ratu­je wokal Kse­ro­ko­pist­ki. Sły­szy­my śpiew­ną recy­ta­cję z epi­zo­dycz­nym dru­gim gło­sem w chó­rze (też nale­ży do Pani Mary­si, ale został sztucz­nie obni­żo­ny). Przy­to­czę począ­tek pio­sen­ki, gdyż w paru miej­scach dźwięk jest lek­ko nie­wy­raź­ny:

Przy­ci­skam, naci­skam, naci­skam, przy­ci­skam.

 

Kse­ro nie dzia­ła,

przy­ci­skam, naci­skam, naci­skam, przy­ci­skam,

poszedł kor­bo­wód. Kor­bo­wód!

 

Dziś nie ma kse­ra.

 

Kor­bo­wód!

 

Kse­ro nie dzia­ła. Ale lipa, ale lipa, ale, ale, ale…

Samo życie… Pozdra­wiam wszyst­kich. Szcze­gól­nie Panią Mary­się, któ­rej życzę porząd­ne­go odpo­czyn­ku po wie­lu latach naci­ska­nia i przy­ci­ska­nia, poży­cza­nia, roz­li­cza­nia, pra­so­wa­nia i sprze­da­wa­nia 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

1,230 total views, no views today

Gdybam sobie z Nostradamusem

No i sta­ło się. Komór­ka poka­zu­je rok 2018, przez więk­szość dni ter­mo­metr suge­ru­je przed­wio­śnie. Śnie­gu i mro­zu nie ma, a raczej jest w cało­ści na dru­giej pół­ku­li. W Inter­ne­cie wła­śnie robi furo­rę zdję­cie ośmio­let­nie­go Wan­ga z Chin, któ­ry w dro­dze do szko­ły w nie­by­wa­ły spo­sób osi­wiał ze szro­nu. Chło­pak prze­był z gołą gło­wą i na pie­cho­tę pra­wie pięć kilo­me­trów,  po czym uznał, że warun­ki na dwo­rze wca­le nie były naj­gor­sze. Ice Boy to w ogó­le twar­dy gość. Zda­je testy z mate­ma­ty­ki na 99 pro­cent, a po szko­le poma­ga bab­ci na far­mie — cie­ka­wi tej posta­ci mogą klik­nąć tutaj. Tuwi­mow­ców rok 2018 powi­tał znacz­nie łagod­niej. Nikt nie osi­wiał. Czy pogo­da przy­gwoź­dzi nas jesz­cze do kub­ka z gorą­cą her­ba­tą? Jakie w ogó­le będą kolej­ne mie­sią­ce?

Każ­de­go roku na prze­ło­mie grud­nia i stycz­nia w sie­ci oraz cza­so­pi­smach  poja­wia­ją się prze­po­wied­nie róż­nych jasno­wi­dzów-czar­no­wi­dzów. Naj­czę­ściej słyn­ne­go Nostra­da­mu­sa, ale ostat­nio tak­że pew­ne­go Pana Jac­kow­skie­go i nie­ja­kiej Baby Wan­gi (nie­spo­krew­nio­nej ze wspo­mnia­nym małym Wan­giem, nie­wi­do­mej buł­gar­skiej pro­ro­ki­ni). Cho­ciaż bywa­ją cie­ka­we, prze­po­wied­nie takich osób są obar­czo­ne dwo­ma wada­mi. Po pierw­sze, naj­czę­ściej są zawi­kła­ne. Po dru­gie, nic nie mówią o Zespo­le Szkół im. Julia­na Tuwi­ma. No cóż, przy­mruż­my oko i załóż­my, że jed­nak taki Nostra­da­mus coś o naszej szko­le napi­sał, ale kart­ka się gdzieś zapo­dzia­ła. Co by to było? Po zebra­niu kil­ku fak­tów i uru­cho­mie­niu wyobraź­ni, moż­na dość łatwo zre­kon­stru­ować treść takie­go pro­roc­twa. Sku­pia­my umysł na dru­gim seme­strze, dorzu­ca­my jesz­cze typo­wy dla jasno­wi­dzów styl wypo­wie­dzi…

…i tak powsta­je…

Zagi­nio­na prze­po­wied­nia Nostra­da­mu­sa dla Tuwi­ma

Rok 2018

 

Rok dwa tysią­ce i osiem­na­sty — oto co może i musi nadejść!

Dla set­ki zbli­ża się koniec — na sto dni przed koń­cem uczta,

przy któ­rej inne stud­niów­ki mogą scho­wać się do stud­ni.

W dru­gim mie­sią­cu trzę­sie­nie zie­mi — przy kse­ro „game over”:

eme­ryt­ką Pani Mary­sia, sia­da w płasz­czu na rower,

odtąd ryza scho­dzi pół roku, gdzie indziej grosz tra­fi -

cement na trze­cie pię­tro zmie­sza Pan z geo­gra­fii.

W mar­cu głód, skle­pik zamknię­ty, szar­pią tłu­my za klam­ki,

ucznio­wie jedzą kart­ki z zeszy­tów, zosta­ją tyl­ko ułam­ki,

a uczeń w nie­do­pię­tym mun­dur­ku star­tu­je w „Milio­ne­rach”,

Hubert knu­je na próż­no, hote­larz milion zabie­ra.

Dzie­więt­na­ste­go czwar­te­go w auli wiel­ki zjazd szla­chec­ki,

patrzą na nowe mun­dur­ki, co zdo­bią dwóch z Dyrek­cji,

ktoś gra na man­do­li­nie, wokół krą­ży taca.

W maju zaćmie­nie, do tego w zna­ku Byka — bia­da!

Maja­ki na matu­rach, na szczę­ście nikt nie pada.

Do czerw­ca nauka, potem rusza­ją pierw­sza­ki nad jezio­ra,

uczą się w trzci­nach, spać nie chcą, wokół wicher świ­sta,

Pan z infor­ma­ty­ki łapie bez­sen­ne­go anty­chry­sta,

bie­rze okład na czo­ło i gasi ogni­sko.

Wnet dwu­dzie­sty dru­gi — koniec bar­dzo bli­sko…

 

A potem to już tyl­ko nud­ne 🙂 waka­cje. Wszyst­kie­go dobre­go w Nowym Roku!

730 total views, no views today

Wariacki sezon jesienno-zimowy. Jesteśmy w środku nawałnicy

Dzi­siaj zamiesz­czam ostat­ni wpis z serii „szkol­ne sza­leń­stwa”. W poprzed­nich odcin­kach z tej serii przy­ta­cza­łem szkol­ne uwa­gi i komen­to­wa­łem inne wariac­kie nume­ry, do jakich doszło pod naszym dachem. Teraz kon­ty­nu­acja.

Zacznę ten wpis od krót­kiej powtór­ki z mete­oro­lo­gii. Jak każ­dy z nas wie, powie­trze może mieć niż­sze lub wyż­sze ciśnie­nie — kie­dy masy powie­trza o zde­cy­do­wa­nie róż­nym ciśnie­niu wcho­dzą w kon­takt, mamy do czy­nie­nia z tur­bu­len­cja­mi, a nawet kata­stro­fą. Poja­wia się burza albo trą­ba powietrz­na, docho­dzi do zawi­ro­wań, zry­wa­nia cza­pek z głów, uno­sze­nia w powie­trze. Do cze­go zmie­rzam? No cóż, mam wię­cej niż wra­że­nie, że pew­ne­go rodza­ju trą­ba powietrz­na hula obec­nie po szko­łach. Tak­że po naszej. Z jed­nej stro­ny mamy „front niskie­go ciśnie­nia”, któ­ry u nie­jed­ne­go wywo­łu­je ból gło­wy — mówię o zali­cze­niach, spraw­dzia­nach, spraw­dzia­ni­kach, uni­kach i zda­wa­niu (nie zali­czam tutaj zda­wa­nia bate­rii i kar­my dla zwie­rząt w poko­ju nauczy­ciel­skim, wyra­bia­nie takich zacho­wań raczej nie boli). Z dru­giej stro­ny mamy „front wyso­kie­go ciśnie­nia”, któ­ry już wkrót­ce zacznie domi­no­wać. Mowa oczy­wi­ście o atmos­fe­rze Świąt i pogo­dzie ducha. Dopó­ki wyż nie wygra z niżem, będzie­my mio­ta­ni przez meta­fo­rycz­ny cyklon.

Podob­no naj­lep­szym miej­scem na kry­jów­kę pod­czas cyklo­nu jest jego cen­trum, czy­li „oko”, gdzie panu­je nie­zmą­co­ny spo­kój. Jak ja bym chciał tra­fić do takie­go środ­ka trą­by powietrz­nej, do same­go epi­cen­trum! Wy pew­nie też. Nie­ste­ty już tam jestem i żad­ne­go chil­lo­utu nie znaj­du­ję…

Spraw­dzia­ny i zali­cze­nia. W sumie spraw­dzia­ny mamy od wrze­śnia, teraz nad­cho­dzą w ostat­niej fali zna­nej jako „Dzień ratun­ko­wy”. Wie­lu pomo­gą popra­wić oce­nę na koniec seme­stru, cza­sem wywo­ła­ją okrzyk nauczy­cie­la: ratun­ku! Oczy­wi­ście dla­te­go, że testy to miej­sce, gdzie moż­na odkryć pereł­ki języ­ko­we i nie­ocze­ki­wa­ne praw­dy nauko­we lub histo­rycz­ne. Część takich zna­le­zisk moż­na chy­ba przy­pi­sać zmę­cze­niu piszą­ce­go. Oto garść przy­kła­dów:

Pyta­nie: kim był Ary­sto­te­les?   Odpo­wiedź: Ary­sto­te­les był Gre­kiem. Dłu­go żył.

Pyta­nie: zna­ne ci biu­ro podró­ży?   Odpo­wiedź: Dzi­ka Baba. [A jed­nak jest takie!]

Pyta­nie: jak poin­for­mu­jesz gościa hote­lu, że masz dla nie­go wia­do­mość (po angiel­sku)?   Odpo­wiedź: I have mas­sa­ge from you [zamiast: I have a mes­sa­ge for you; zamiast wia­do­mo­ści dla gościa wychcie­wa­my (?) od nie­go masaż — co za przy­jem­na pomył­ka :)]

Star­sza pereł­ka spo­za spraw­dzia­nów, war­ta przy­to­cze­nia przy oka­zji: pod­czas roz­mo­wy z nauczy­cie­lem uczeń stwier­dza, że znaj­dzie sury­kat­kę, któ­ra uro­dzi mu dziec­ko 🙂  [Ta zgub­na sym­pa­tia do futrza­ków! Suro­gat­ki chy­ba się nie obra­żą …]

A oto spraw­dzian trze­cio­kla­si­sty, rysu­nek na odwro­cie kart­ki — tań­czą­cy chło­pek oraz koź­la głów­ka. Resz­ta stro­ny pusta — chy­ba jed­nak zmę­cze­nie?

Nad­cho­dzą­ce Świę­ta widać nie tyl­ko na spraw­dzia­nach. W kla­sach zaczy­na­ją poja­wiać się Miko­ła­jo­wie i reni­fe­ry o migo­czą­cych nosach. Nie mówię tu o halu­cy­na­cjach wywo­ła­nych przez inten­syw­ną naukę, ale fak­tycz­nych „żywych obiek­tach trój­wy­mia­ro­wych”. Bo niby co widać na zdję­ciu poni­żej, jeśli nie Miko­ła­ja z reni­fe­rem? Tyl­ko jeden dro­biazg się nie zga­dza: Miko­łaj jest bez bro­dy, a reni­fer z bro­dą.

No, chy­ba tyle na dzi­siaj. Przez naj­bliż­sze pół­to­ra tygo­dnia będzie­my pod wpły­wem psy­cho­lo­gicz­ne­go niżu i wyżu, przej­ścio­wych roz­po­go­dzeń, nawał­nic i wywo­ła­nych przez nie sta­nów lęko­wych. Potem się roz­po­go­dzi i będzie­my mogli w spo­ko­ju spę­dzić Boże Naro­dze­nie.

Pozdra­wiam wszyst­kich, a zwłasz­cza mete­oro­pa­tów.

639 total views, no views today

Uwaga! Pędem do schronu! Uwagi z dziennika, które rozwalają…

Witam po paru­dnio­wej nie­obec­no­ści na blo­gu.

Poszu­ku­jąc mate­ria­łów na wpis tra­fi­łem ostat­nio do szkol­ne­go archi­wum elek­tro­nicz­ne­go, gdzie spę­dzi­łem tro­chę cza­su prze­ko­pu­jąc się przez bazę danych. Nie brzmi cie­ka­wie, praw­da? Jak się jed­nak oka­zu­je, w tym wypad­ku było ina­czej. Na bazę, któ­rą udo­stęp­nił mi upo­waż­nio­ny i obe­zna­ny kole­ga skła­da­ły się uwa­gi, jakie nasi nauczy­cie­le wpi­sa­li swo­im pod­opiecz­nym w ostat­nich latach — masa mniej lub bar­dziej barw­ne­go mate­ria­łu poka­zu­ją­ce­go życie szko­ły od podwór­ka. Mnie ten mate­riał „roz­wa­lił”, kole­ga miał chy­ba jesz­cze gorzej, gdyż pochop­nie zaser­wo­wał go sobie pod­czas posił­ku. Pew­nie już nie brał się potem za paprycz­ki chi­li, jeśli miał je na tale­rzu…

Baza danych skła­da się z tzw. rekor­dów — kto wie, ten wie. Nie mam poję­cia, ile rekor­dów jest w wyka­zie szkol­nych uwag, za to wiem, że wpi­sy biją dwa rekor­dy: nudy i barw­no­ści. Jakieś osiem­dzie­siąt pro­cent uwag jest potwor­nie nud­na. Brak mun­dur­ka. Brak mun­dur­ka. Brak mun­dur­ka. BM. BM. BM. Na szczę­ście takie uwa­gi moż­na łatwo prze­sko­czyć, i jest szan­sa, że wylą­du­je­my na cie­kaw­szym „kwiat­ku”. A mamy w szko­le zdol­nych, doświad­czo­nych ogrod­ni­ków.

Naj­star­sza zna­na mi uwa­ga brzmi: „kla­sa robi wieś”. Now­sze uwa­gi zazwy­czaj są tro­chę dluż­sze, ale nie zawsze bar­dziej pre­cy­zyj­ne. Za chwi­lę sami to zoba­czy­cie, rekor­do­wa uwa­ga ma tyl­ko czte­ry lite­ry, ile jed­nak w tym tre­ści! Koń­cząc ten wstęp chcę pod­kre­ślić, że przy­ta­cza­ny mate­riał czy­ta­łem bez zło­śli­we­go uśmiesz­ku. Sam jestem raczej spo­koj­ny, ale też odro­bi­nę „nawy­wi­ja­łem” w szko­le, cho­ciaż z pew­no­ścią nie tak spek­ta­ku­lar­nie, jak to nie­któ­re uwa­gi odno­to­wy­wu­ją.
Continue reading

5,993 total views, no views today

Wakacje jedną nogą w szkole…

Od koń­ca maja w szko­le panu­je cisza. Czwar­to­kla­si­ści są już po matu­rach, kla­sy trze­cie oraz dru­gie — co praw­da za wyjąt­kiem kla­sy 2 et — wyby­ły na prak­ty­ki zawo­do­we. Jesz­cze w zeszłym tygo­dniu na kory­ta­rzu moż­na było spo­tkać uczniów klas pierw­szych, ale obec­nie nie­mal wszy­scy tele­por­to­wa­li się na Mazu­ry, gdzie mogą podzi­wiać „pięk­ne oko­licz­no­ści przy­ro­dy”, zaglą­dać w błę­kit­ną taflę wody oraz brać udział w roz­ma­itych zaję­ciach edu­ka­cyj­nych. Utop­cy i nim­fy wod­ne raczej ich nie porwą, gdyż na każ­de­go ucznia przy­pa­da trzech nauczy­cie­li-ochro­nia­rzy. No, może prze­sa­dzi­łem z tą ochro­ną i licz­bą, ale fakt fak­tem: gro­no uwiel­bia corocz­ne wypa­dy nad jezio­ra, nikt nie daje się tu dwa razy pro­sić. Ucznio­wie zresz­tą też odwie­dza­ją Mazu­ry z ocho­tą. Jak pamię­tam, do tej pory dużym wzię­ciem cie­szy­ły się kaja­ki oraz rowe­ry. Cie­ka­we jak będzie tym razem…? Chy­ba nie zaczną mazu­rzyć ?*

W szko­le zosta­ła garst­ka pierw­sza­ków oraz wspo­mnia­na kla­sa 2 et, zresz­tą zda­je się, że nie­kom­plet­na. Spo­ra­dycz­nie mija­jąc się na kory­ta­rzu, ucznio­wie doświad­cza­ją chy­ba podob­nych uczuć, co Robin­son Cru­soe spo­ty­ka­ją­cy Pię­tasz­ka na swo­jej bez­lud­nej wyspie. Rolę kani­ba­li teo­re­tycz­nie mogli­by odgry­wać nauczy­cie­le, z tym że bliż­sze im są obec­nie myśli o hama­ku pod pal­ma­mi niż marze­nia o gri­lo­wa­nym pierw­sza­ku. Waka­cje za pro­giem, wła­ści­wie już wsta­wi­ły jed­ną nogę do środ­ka szko­ły i cze­ka­ją na ostat­ni gwiz­dek 23 czerw­ca, aby wpro­wa­dzić się na dobre. Po dłu­gim i pra­co­wi­tym roku szkol­nym przy­wi­ta­my je z otwar­ty­mi ramio­na­mi. Nasz pro­fe­sor poka­zu­je na zdję­ciu, jak pra­wi­dło­wo nale­ży to robić (jego uczu­cia udzie­li­ły się nawet rzeź­bie):

Niech nam będzie zie­lo­no. Przy­da się też słoń­ce, odro­bi­na lenia, weso­łe towa­rzy­stwo i ple­cak. Blog też trze­ba będzie już wkrót­ce zwi­nąć do waliz­ki. Brzmi to jak poże­gna­nie? No cóż, tro­chę to praw­da, ale prze­cież spo­tka­my się zno­wu we wrze­śniu. Życzę wszyst­kim zasłu­żo­ne­go odpo­czyn­ku pod poje­dyn­czą chmur­ką na nie­bie…

Pozdra­wiam!

*Mazu­rze­nie to w języ­ku pol­skim spe­cy­ficz­na, regio­nal­na wymo­wa nie­któ­rych spół­gło­sek — przy­kła­do­wo, „sz” i „cz” wyma­wia się jak „s” i „c”. Mazu­rzą­cy ucznio­wie nie cho­dzą więc do szko­ły, aby się uczyć — cho­dzą do sko­ły aby się ucyć 🙂

1,067 total views, no views today