Obchody i święta

Milicjanci, demonstranci i zwykli spryciarze. Happening jak rzeczywistość…

Czwar­tek, ósmy listo­pa­da. Szkol­nym kory­ta­rzem tupie roz­krzy­cza­na gru­pa dziew­cząt. Żąda­ją jed­ne­go: „Kobie­ty na trak­to­ry!!! Kobie­ty na trak­to­ry!!!” Zaraz sobie przy­po­mi­nam, że dzi­siaj w szko­le odby­wa się hap­pe­ning zor­ga­ni­zo­wa­ny z oka­zji Obcho­dów Świę­ta Nie­pod­le­gło­ści. Jak się jesz­cze oka­że, wyda­rze­nie prze­nie­sie szko­łę w oko­li­ce koń­ca Pierw­szej Woj­ny Świa­to­wej oraz do epo­ki PRL, poka­że też, jak nasz kraj odzy­ski­wał nie­pod­le­głość w 1918 oraz 1989 roku.

Całość wyre­ży­se­ro­wa­ła Pani Gosia. Będzie gorą­co. Pamię­tam szkol­ne spek­ta­kle Pani Pro­fe­sor, na któ­rych zawsze dzia­ło się coś spek­ta­ku­lar­ne­go 🙂

Dzi­siaj jest podob­nie. Oto jed­na ze scen — cza­sy komu­ny, lud pozu­je z papie­rem klo­ze­to­wym, któ­ry był wte­dy trud­no dostęp­ny — na Pola­ka ponoć przy­pa­da­ło rocz­nie sie­dem rolek (zabaw­ne szcze­gó­ły tutaj). Ład­niej było­by powie­dzieć „papier toa­le­to­wy”, ale lud pra­cu­ją­cy PRL odwie­dzał klo­ze­ty, „toa­le­ta” koja­rzy­ła się ze schlud­no­ścią i „bur­żuj­stwem” (tro­chę prze­sa­dzam) 🙂

Papier-cud

Grup­ka robot­ni­ków, po pra­wej z przo­du roz­po­zna­ję bry­ga­dzi­stę Mate­usza. Na mój gust kom­bi­na­to­rzy, któ­rych zna każ­dy czło­wiek w potrze­bie — papier klo­ze­to­wy to cen­ny towar w bied­nym PRL, a spry­cia­rze zapew­ne wyno­szą go po cichu z pra­cy i „opy­la­ją” potrze­bu­ją­cym. Wil­li z tego nie będzie, ale może nasi spry­cia­rze doro­bią się kolek­cji winy­li?

Kombinatorzy

Zwo­len­ni­cy Par­tii i gło­wy pań­stwa, Wła­dy­sła­wa Gomuł­ki. Zado­wo­le­ni posia­da­cze papie­ru toa­le­to­we­go oraz ci, któ­rzy szcze­rze wie­rzą w sys­tem socja­li­stycz­ny. A na środ­ku u góry szczę­śli­wy mili­cjant. Chwi­la, czy to nie Mate­usz, han­dlarz papie­rem klo­ze­to­wym? Ten to się umie życio­wo usta­wić… 🙂

Zawsze z Partią

Zakład pra­cy Two­im dru­gim domem! Napis niczym żół­ta wywiesz­ka w pobli­żu prze­wo­dów wyso­kie­go napię­cia, „DOTKNIĘCIE GROZI PORAŻENIEM I ZGONEM!”. Sym­pa­tycz­ne dziew­czę­ta oczy­wi­ście w stro­jach z epo­ki.

Zakład pracy twoim domem

Zła wia­do­mość dla miło­śni­ków bim­bru: dzie­wusz­ce po lewej u góry wyra­sta z gło­wy kijek z dra­ma­tycz­nym napi­sem: Bim­ber przy­czy­ną śle­po­ty! Tak pro­pa­gan­da PRL zała­twia edu­ka­cję.

Bimber

Poli­tycz­nie kraj jest uza­leż­nio­ny od Związ­ku Radziec­kie­go. Oby­wa­te­le są kon­tro­lo­wa­ni przez pań­stwo. Dosyć…

Precz z komuną

Wła­dza nie lubi demon­stran­tów. Kogo by tu… zaha­czyć…? Kogo by tu…

Komu by tu przylać

Zaha­czo­ne…

Są ranni

Jed­no z klu­czo­wych wyda­rzeń, któ­re przy­czy­ni­ły się do powro­tu nie­pod­le­głej Pol­ski w 1989 roku — Okrą­gły Stół. Wła­dza zasia­da do roz­mów z opo­zy­cją. Klu­czo­wy moment hap­pe­nin­gu.

Okrągły Stół

Oto histo­ria pół  żar­tem, pół serio. Moim zda­niem, strzał w dzie­siąt­kę 🙂

Jak powie­dzia­ła mi Pani Gosia, do udzia­łu w hap­pe­nin­gu zgło­si­ło się oko­ło czter­dzie­stu uczniów z róż­nych klas. To świet­ny wynik, dobrze, że ludek chce się anga­żo­wać w podob­ne even­ty. Nie­pod­le­głość też nam wywal­czy­li ludzie, któ­rym — mówiąc potocz­nie — „się chcia­ło”. Cho­ciaż, oczy­wi­ście, kosz­to­wa­ło Ich to znacz­nie wię­cej. Pamię­taj­my o Nich i prze­ło­mo­wych chwi­lach w naszej histo­rii.

Pozdra­wiam Panią Gosię i uczest­ni­ków hap­pe­nin­gu, oraz wszyst­kich czy­tel­ni­ków!

51 total views, no views today

Pani Marysia na bis

Witam wszyst­kich, któ­rzy zde­cy­do­wa­li się tro­chę popsuć swój wzrok przed ekra­nem. Dzi­siej­szy wpis będzie dość krót­ki, ale wymow­ny — wszyst­ko za spra­wą mate­ria­łów, któ­re nie­daw­no otrzy­ma­łem od dziew­cząt z kla­sy 3 et. To zdję­cia i fil­mik z poże­gna­nia, jakie ucznio­wie Tuwi­ma zgo­to­wa­li Pani Mary­si tuż przed Jej przej­ściem na eme­ry­tu­rę. Mate­riał sam ciśnie się do cyber­prze­strze­ni, nie będę mu w tym prze­szka­dzał. Tym bar­dziej, że do tej pory wize­ru­nek Pani Mary­si poja­wił się na tym blo­gu tyl­ko raz, i to w posta­ci kre­sków­ki.

Poże­gna­nie zapla­no­wa­no pota­jem­nie. Spi­skow­cy usta­li­li datę, godzi­nę i rodzaj poże­gnal­nych upo­min­ków (kwia­ty i „Cze­ko­la­do­we tajem­ni­ce”). Nikt się nie wyga­dał. „Byłam zasko­czo­na”, powie­dzia­ła póź­niej Pani Mary­sia, „nie mia­łam żad­nych prze­cie­ków, że ucznio­wie coś szy­ku­ją”. Chy­ba myśla­ła, że po cichu przej­dzie na eme­ry­tu­rę. Tym­cza­sem w pią­tek 26 stycz­nia wyda­rze­nia poto­czy­ły się zupeł­nie ina­czej. O wyzna­czo­nej godzi­nie na kory­tarz przy por­tier­ni wyla­ła się fala uczniów z róż­nych klas. Odśpie­wa­no „Sto lat niech nam żyje! A kto? Pani Mary­sia”, roz­le­gły się bra­wa. Gdy­by na por­tier­ni leża­ła gita­ra, pew­nie spon­ta­nicz­nie zagra­ła­by jakiś nastro­jo­wy kawa­łek… Nawia­sem mówiąc, parę dni wcze­śniej widzia­łem uczniów żegna­ją­cych się indy­wi­du­al­nie. Na tzw. misia — kto przy­tu­lał się kie­dyś do tej zabaw­ki, ten wie o czym mowa. Sam też miś­ko­wa­łem.

To naprawdę dla mnie?

26 stycz­nia Tuwi­mow­cy wysta­wi­li piąt­kę nie tyl­ko Pani Mary­si, ale też sobie samym. I chy­ba na tym wnio­sku zakoń­czę opis całe­go wyda­rze­nia. Zamiast przy­dłu­gie­go, lan­dryn­ko­we­go opi­su pro­po­nu­ję fil­mik poni­żej:

Aby odpo­wied­nio zakoń­czyć dzi­siej­szy wpis, będę potrze­bo­wał małe­go wtrę­tu histo­rycz­ne­go o Spar­ta­nach… Jak wia­do­mo, sta­ro­żyt­ni Spar­ta­nie lubi­li dzi­dy, guzy, sinia­ki i sła­be jadło, sztu­kę trak­to­wa­li po maco­sze­mu („dobra, nama­luj mi coś na ścia­nie jak już musisz, ale masz 15 minut”). Oprócz tego sły­nę­li ze zdol­no­ści do krót­kie­go i traf­ne­go wypo­wia­da­nia się. W dwóch sło­wach zamy­ka­li myśl, któ­rą Ateń­czyk Pla­ton roz­pi­sy­wał na cały trak­tat filo­zo­ficz­ny. Po co tym piszę? Po pro­stu — jeże­li kie­dyś ktoś, kto nie cho­dził do naszej szko­ły zapy­ta was, jaka była mitycz­na Pani Mary­sia, wskaż­cie mu pal­cem powyż­szy fil­mik i odpo­wiedz­cie krót­ko, po spar­tań­sku: zobacz, jak Ją poże­gna­li.

Pozdro­wie­nia 🙂 dla wszyst­kich czy­ta­ją­cych.

1,028 total views, no views today

Dzień Otwarty, Dzień Zamknięty, Dzień Przygotowań…

28 kwiet­nia mie­li­śmy w Tuwi­mie de fac­to dwa dni. Dzień Powi­tań i Dzień Poże­gnań. Dla wie­lu były to ostat­nie chwi­le w miej­scu, gdzie spę­dzi­li czte­ry lata swo­je­go życia. Dla innych — być może — 28 kwiet­nia był pierw­szym (nie­ofi­cjal­nie) dniem w nowej szko­le. Mówiąc krót­ko, żegna­li­śmy absol­wen­tów i wita­li­śmy gim­na­zja­li­stów pod­czas Dnia Otwar­te­go. Foto­re­la­cje z tych wyda­rzeń moż­na zna­leźć na szkol­nej witry­nie inter­ne­to­wej i face­bo­oku, toteż sku­pię się na 27 kwiet­nia, któ­ry był Dniem Przy­go­to­wań. Roz­pi­szę całość w for­mie dra­ma­tycz­nej, gdyż był to dzień, w któ­rym wie­le osób w szko­le otrzy­ma­ło rolę. No i ist­niał sce­na­riusz.

Wystę­pu­ją:

Siła Wyż­sza, Chór uczniow­ski, Ucznio­wie 1 ct kon­kret­nie, Sabi­na, Ucznio­wie 2 et, Pani Wie­sia, Pani Doro­ta, Pan Patryk, Pan Tomasz

AKT 1

(Miej­sce: dzien­nik elek­tro­nicz­ny, 24 kwiet­nia, godzi­na 10:04)

Siła Wyż­sza: W załą­cze­niu prze­sy­łam pro­gram Dnia Otwar­te­go, któ­ry rów­nież wisi już od kil­ku dni w poko­ju nauczy­ciel­skim.  Pro­szę wycho­waw­ców o poin­for­mo­wa­nie klas o tym pro­gra­mie.

AKT 2

(27 kwiet­nia, teren szko­ły, zaawan­so­wa­ne popo­łu­dnie. Pootwie­ra­ne drzwi do klas. Na kory­ta­rzu idą sznur­kiem ucznio­wie; przy­po­mi­na­ją tro­chę mrów­ki. Nio­są to co zdo­by­li na por­tier­ni: płót­na, nożycz­ki, inne rze­czy. Będą deko­ro­wać sale — zamie­nią je w róż­ne kra­je. Sły­chać obca­sy — zapo­wia­da­ją Panią Wie­się, któ­ra przez naj­bliż­sze kil­ka godzin będzie robić w salach noto­rycz­ne inspek­cje)

Chór uczniow­ski: Oko wszę­dzie, ucho wszę­dzie. Co to będzie? Co to będzie?

Pani Wie­sia: Nie rób­cie Dzia­dów. Zdą­ży­cie na jutro?

Chór uczniow­ski: Kil­ka rze­czy donie­sie­my rano.

Akt 3

(Deko­ra­cja kory­ta­rza. Balo­ni­ki — grup­ka uczniów z 1 ct prze­ta­cza do nich dwu­tle­nek węgla wypro­du­ko­wa­ny w płu­cach. Od tej pro­duk­cji robią się z począt­ku czer­wo­ni, ale potem już tyl­ko bled­ną. Będą moco­wać balo­ni­ki do listwy na kory­ta­rzu. Na tej samej listwie trzy oso­by z chó­ru uczniow­skie­go zawie­sza­ją duży napis „Wita­my”)

Chór uczniow­ski z 1 ct: Cięż­ko idzie!

Sabi­na: Nie mogę! Nie umię zawią­zy­wać balo­ni­ków.

Pan Tomasz: Spo­koj­nie. Będziesz dźwi­gać sto­ły. Jesz­cze nie wiem dokąd, bo przez fra­mu­gi te kolo­sy nie przej­dą.

Pan Patryk (chwi­lę potem): Sto­ły i rośli­ny trze­ba zabrać, bo tutaj będzie pokaz ani­ma­cji. A tam — hen koło por­tier­ni — będzie pokaz bar­mań­ski.

Chór uczniow­ski z 1 ct: Ile tych balo­ni­ków? Jak wie­szać? Skąd? Dokąd? Jak? Jak?

(Kory­tarz koło sali 204. Drzwi do sali 204 sze­ro­ko otwar­te. Widać przez nie ogrom­ne ster­ty tek­tu­ro­wych pudeł. Co z nich zbu­du­ją ucznio­wie kla­sy 2 et? Wło­chy? Nepal? Pudło — tutaj będzie Fran­cja. Oj, rośnie Fran­cja ponad czub­ki głów…)

Chór uczniow­ski z 2 et: Potrze­bu­je­my trzech balo­ni­ków w kolo­rach Fran­cji.

Chór uczniow­ski z 1 ct (mocu­jąc do drzwi sali 204): Nie­bie­ski, bia­ły, czer­wo­ny!

Pani Wie­sia: Zdą­ży­cie na jutro?

(Na kory­tarz wypły­wa Siła Wyż­sza. Nic nie mówi. Atmos­fe­ra pra­cy nasi­la się)

Akt 4

(Sala na pierw­szym pię­trze — w środ­ku jest jak­by orien­tal­nie, przez salę prze­pły­wa rze­ka. Trój­ka dziew­cząt budu­je kon­struk­cję przy­po­mi­na­ją­cą jakąś kolum­na­dę. Na środ­ku Pani Doro­ta z zasty­głym okrzy­kiem na ustach)

Pan Tomasz: Co tam sły­chać ? Chiń­czy­cy trzy­ma­ją się moc­no?

Pani Doro­ta: Tu będzie Taj­lan­dia. Ale mało rąk do pomo­cy. Chłop­cy nie przy­szli pomóc, z Taj­lan­dii robi się nie­zły Mek­syk.

Pani Wie­sia (wcho­dzi stu­ka­jąc ener­gicz­nie obca­sa­mi): Zdą­ży­cie na jutro?

Chór uczniow­ski: Kil­ka rze­czy donie­sie­my rano.

Pani Doro­ta (wycho­dząc przed sze­reg uczen­nic): Będzie nawet słoń!

Zakoń­cze­nie

(28 kwiet­nia, szkol­ny kory­tarz. Na kory­ta­rzu 400 gim­na­zja­li­stów. Zaglą­da­ją do sal, aby zwie­dzić Fran­cję, Gre­cję, Mek­syk, Taj­lan­dię, Wło­chy, inne kra­iny… Oglą­da­ją poka­zy — ani­ma­cji oraz bar­mań­ski. Są zain­te­re­so­wa­ni. Gesty­ku­lu­ją. Zaga­du­ją. Przez tłu­my prze­bi­ja się Pan Patryk. Siła Wyż­sza w towa­rzy­stwie nauczy­cie­li odwie­dza poszcze­gól­ne kra­je — kla­sy, oce­nia­jąc ich wystrój, przy­go­to­wa­ne potra­wy i ubio­ry regio­nal­ne.)

Pani Wie­sia: Zdą­ży­li.

Siła Wyż­sza: A jakie potra­wy przy­go­to­wa­li!

(Mija­ją kolej­ne godzi­ny… Dzień Otwar­ty zosta­je zamknię­ty oko­ło 14.00).

Tak, wiem. Wię­cej dra­ma­tów nie napi­szę. Pozdra­wiam wszyst­kich 🙂

1,189 total views, no views today

Zakręcony Dzień Hotelarza i Turysty

23 mar­ca 2017 — Dzień Hote­la­rza i Tury­sty. Aula napeł­nia się ludź­mi. Więk­szość sia­da w fote­lach jako widow­nia naj­now­sze­go szkol­ne­go Wyda­rze­nia. Na jakieś dwie i pół godzi­ny hote­la­rze prze­mie­nią się w fote­la­rzy. Co zoba­czą? Zoba­czy­my, zaczy­na się… Naj­pierw uro­czy­sta część Dnia, w tym powi­ta­nie zapro­szo­nych gości — zaprzy­jaź­nio­nych przed­sta­wi­cie­li biel­skich hote­li i biur podró­ży. Chwi­lę potem za mów­ni­cą logu­je się pro­fe­sor Sto­ec­ker z pod­su­mo­wa­niem sie­dem­na­stu lat Pro­gra­mów Euro­pej­skich w naszej szko­le. W pew­nym momen­cie sąsiad­ka w kolej­nym rzę­dzie zasła­nia mi widok. Gdy odsu­wa gło­wę widzę już inną sce­nę: wrę­cza­nie cer­ty­fi­ka­tów uczniom, któ­rzy poje­cha­li w tym roku na prak­ty­ki zagra­nicz­ne. A potem następ­ne wrę­cza­nie: nauczy­cie­le, któ­rzy pod­czas ferii ćwi­czy­li język angiel­ski w Wiel­kiej Bry­ta­nii dosta­ją świa­dec­twa ukoń­cze­nia kur­su, tzw. Euro­pas­sy.

Potem roz­krę­ca się zaba­wa i jest git… 🙂 Śpie­wa towa­rzy­stwo, któ­re potra­fi dobrze to robić. Oglą­da­my pokaz mody hote­lar­skiej i tury­stycz­nej — kon­fe­ran­sje­rzy wywo­łu­ją na wybieg recep­cjo­nist­ki, ste­war­des­sy, prze­wod­ni­ków gór­skich i miej­skich oraz „pięk­ne panie poko­jo­we”. Dziew­czy­ny krę­cą w powie­trzu toreb­ka­mi i wywi­ja­ją płasz­cza­mi. Jed­na z pięk­nych pań poko­jo­wych nie wywi­ja, macha za to mio­tłą, spek­ta­ku­lar­nie żuje gumę i praw­do­po­dob­nie nazy­wa się Grze­siek albo Józek, albo ________ (wstaw imię, któ­re ci się podo­ba, i któ­re nie koń­czy się na -a). I jesz­cze jeden detal: co dru­gi model obry­wa od kon­fe­ran­sje­ra za to, że nie umie się dobrze ubrać.

W pew­nej chwi­li na auli gaśnie świa­tło. Łapię się za kie­szeń z pie­niędz­mi, ale nie­po­trzeb­nie. Nic z tych rze­czy. Na auli zaczy­na­ją trza­skać fle­sze i wkrót­ce pod sce­ną poja­wia się efek­tow­na cele­bryt­ka w asy­ście foto­re­por­te­rów oraz jej ochro­niarz, pry­wat­nie chy­ba gang­ster.  Wita ich zało­ga jakie­goś samo­lo­tu, czy­li Pani Wio­let­ta oraz Pan Pilot, któ­ry umie dłu­go trzy­mać ręce w powie­trzu. Już wiem: kla­sa III et poka­zu­je scen­kę, w któ­rej linie lot­ni­cze obsłu­gu­ją VIPa! Scen­ka prze­bie­ga z tur­bu­len­cja­mi i koń­czy się bra­wa­mi. Podob­nie reagu­je publicz­ność na ske­cze innych klas trze­cich. Oto na sce­nę wcho­dzi kró­lo­wa w eskor­cie Bor­su­ka, Soko­ła (chy­ba dobrze sły­szę?) i dwóch innych miłych panów ochro­nia­rzy w sty­lu „ręce na maskę i nie kom­bi­no­wać”, któ­rzy nie dopusz­cza­ją per­so­ne­lu hote­lo­we­go do swo­jej pra­co­daw­czy­ni. Auten­tycz­ny śmiech wywo­łu­je tak­że scen­ka, w któ­rej Karo­la i Woj­tas wita­ją kwia­ta­mi i czer­wo­nym dywa­nem same­go Papie­ża. Odtwór­ca roli Dostoj­ne­go Gościa hob­by­stycz­nie ćwi­czy papie­skie gesty przed lustrem albo ma talent… 🙂

Dzień wcze­śniej ist­nia­ło real­ne nie­bez­pie­czeń­stwo, że wizy­ta Papie­ża w cza­sie Dnia Hote­la­rza i Tury­sty nie doj­dzie do skut­ku — pro­blem pole­gał na prze­dłu­ża­ją­cym się Kon­kla­we. Do pró­by przed pre­mie­rą nie doszło, bia­ły dym poja­wia się dopie­ro w Dniu Hote­la­rza i Tury­sty. Nawet nie dym, tyl­ko mała zadym­ka! O ile mi wia­do­mo, zawdzię­cza­my to nego­cja­cjom Kurii Biblio­tecz­nej. Nawia­sem mówiąc, wzią­łem epi­zo­dycz­ny udział pod­czas wspo­mnia­nych nego­cja­cji, gdzie usły­sza­łem kil­ka cie­ka­wych dia­lo­gów. Przy­kła­do­wo, Pani Doro­ta poru­szy­ła temat „sznur­ka” do prze­pa­sy­wa­nia papie­skiej sza­ty, na co uczeń napo­mniał ją, że papież nie zawią­zu­je się żad­nym „sznur­kiem”, tyl­ko „cin­gu­lum”.  No jasne! Jak moż­na pomy­lić sznu­rek z cin­gu­lum?

Wróć­my do Dnia Hote­la­rza i Tury­sty… Duże emo­cje wzbu­dza Bieg Kel­ne­rów, szta­fe­ta w któ­rej ucznio­wie prze­ka­zu­ją sobie tacę z fili­żan­ką i inny­mi ele­men­ta­mi zasta­wy sto­ło­wej. Lecą na czas, okrą­ża­jąc aulę. Wła­śnie leci kolej­ny kel­ner. Jeśli on i jego dru­ży­na zbli­żą się do szyb­ko­ści SMSa, to praw­do­po­dob­nie ugry­zą wir­tu­al­ny zło­ty medal. A jeśli nie, to też nie ma pro­ble­mu. Liczy się zaba­wa.

- Marian, a po co oni bie­gną?

- Po medal.

- A kto dosta­nie medal?

- Ten pierw­szy.

- To po co bie­gnie resz­ta?

(Marian i Hela oglą­da­ją zawo­dy spor­to­we, kaba­ret Koń Pol­ski)

Z widow­ni sły­szę pro­po­zy­cje, by dodać tor prze­szkód. Suge­ru­je się sko­ki przez tecz­ki i ple­ca­ki. Tyl­ko co zamor­ty­zu­je praw­do­po­dob­ną prze­wrot­kę, sko­ro kel­ner musi biec pro­fe­sjo­nal­nie, tzn. powi­nien jed­ną, unie­sio­ną ręką nieść tacę, a dru­gą trzy­mać scho­wa­ną za ple­ca­mi (w tzw. pozy­cji „nie zale­ży mi na napiw­ku”)… ?

Mija­ją kolej­ne minu­ty. Na sce­nie poja­wia­ją się rape­rzy, Kon­rad i jego kole­ga, któ­rym poświę­cę w przy­szło­ści osob­ny wpis. Potem zaba­wa się koń­czy i ludzie zaczy­na­ją się roz­cho­dzić. Było sym­pa­tycz­nie. Dni takie jak ten przy­po­mi­na­ją, że bycie razem może być faj­ne, nawet jeśli nie zna­my sąsia­da z fote­la obok. A co do fote­la — pora się z nie­go wydo­stać. Pozdra­wiam wszyst­kich! Pozdra­wiam też, oczy­wi­ście, wszyst­kie oso­by zaan­ga­żo­wa­ne w orga­ni­za­cję Dnia Hote­la­rza i Tury­sty 2017!

4,267 total views, no views today

Nauczyciele znów w podstawówce :)

Ludzie rodzą się i dora­sta­ją. A nauczy­cie­le? Wyda­je się, że po pro­stu są. Mają w ogó­le jakąś prze­szłość i przy­szłość? Pro­po­nu­ję uczniom Tuwi­ma pro­sty eks­pe­ry­ment, aby spraw­dzić, czy jesz­cze nie zmar­no­wa­li swo­jej zdol­no­ści do fan­ta­zjo­wa­nia: wyobraź­cie sobie nauczy­cie­li naszej szko­ły jako uczniów pierw­szych klas pod­sta­wów­ki. Niech zdzie­cin­nie­ją w waszej wyobraź­ni do eta­pu, na któ­rym może­cie z malu­cha­mi nawią­zać nić poro­zu­mie­nia opar­tą o wasze wła­sne szkol­ne doświad­cze­nia. Spójrz­cie na nich lek­ko z góry, z wyso­ko­ści powy­żej metr sześć­dzie­siąt… Widzi­cie ich, jak sie­dzą na malut­kich krze­słach, zja­da­ją waszą gum­kę do gumo­wa­nia, albo okła­da­ją się wor­ka­mi, w któ­rych dźwi­ga­ją obu­wie zamien­ne? Trud­ne? To zobacz­cie komiks poni­żej. Może poda­ru­je­cie nauczy­cie­lom uśmie­szek …

Pyta­łem kil­ku naszych nauczy­cie­li o ich wspo­mnie­nia z pod­sta­wów­ki. Trzech odkry­ło luki w pamię­ci, paru zła­pa­ło się za gło­wę, a jeden popę­dził na lek­cję, mimo że jesz­cze była prze­rwa. To zresz­tą nie był naj­lep­szy dzień na wspo­min­ki — w pią­tek każ­dy myśli do przo­du, o nad­cho­dzą­cym week­en­dzie.

Pozdra­wiam wszyst­kich, któ­rzy zago­ści­li na blo­gu.

Post­scrip­tum. Pro­fe­sor Paweł nie­przy­pad­ko­wo poja­wia się w komik­sie jako ini­cja­tor alar­mów prze­ciw­po­ża­ro­wych w naszej szko­le — w realu zaj­mu­je się tym samym, z tym że alar­my w naszej szko­le są prób­ne, a ewa­ku­acje uzgod­nio­ne z Dyrek­cją. Nato­miast komik­sy nale­żą do szkol­nej fic­tion 🙂

 

456 total views, no views today