Tuwimowcy

Tuwimowcy w rozjazdach, czyli wschodnie klimaty

Sły­sza­łem, że już paku­ją manat­ki — w przy­szłym tygo­dniu eki­pa nauczy­cie­li z Tuwi­ma wybie­ra się na trzy­dnio­wą wyciecz­kę po Roz­to­czu. Oby tyl­ko dopi­sa­ło słoń­ce. Pro­fe­sor z infor­ma­ty­ki już spraw­dzał pogo­dę, odkrył przy oka­zji, że ser­wis inter­ne­to­wy poka­zu­je Roz­to­cze gdzieś w woje­wódz­twie zachod­nio­po­mor­skim, a Zamość na Mazu­rach. Może jest kil­ka Roz­to­czy, ale Zamość — ten zabyt­ko­wy rodzy­nek — może być chy­ba tyl­ko jeden? To nie­zwy­kle cie­ka­we, że spraw­dza­jąc mapy w sie­ci Pro­fe­sor zwy­kle dosta­je inne wyni­ki niż resz­ta gro­na. Jakaś klą­twa?

Nauczy­ciel­skie wypra­wy to już tuwi­mow­ska tra­dy­cja, przy­wo­ły­wa­na co roku w ostat­nich tygo­dniach lub mie­sią­cach roku szkol­ne­go. Teraz padło na wschod­nią Pol­skę. Stam­tąd jesz­cze kil­ka­dzie­siąt kilo­me­trów i jeste­śmy na Ukra­inie — tam Tuwi­mow­cy już byli, i to dość daw­no temu. Do dziś uzna­ją tam­tą eska­pa­dę za nie­zwy­kle faj­ną przy­go­dę, więc chy­ba pozwo­li­cie, że napi­szę na ten temat kil­ka aka­pi­tów. Tym bar­dziej, że z Ukra­iną wią­żą nas nie tyl­ko miłe wspo­mnie­nia grup­ki obie­ży­świa­tów.

Zacznę od wyciecz­ki. Jeże­li wie­my, że w wyciecz­ce bra­li udział nasi geo­gra­fo­wie, to może­my być pew­ni, że wyjazd nie był zbyt „geo­gra­ficz­ny”. Była to raczej becz­ka śmie­chu. Cho­ciaż na tra­sie Lwów — Kijów poja­wia­ły się też oczy­wi­ście oka­zje do zadu­my. Na przy­kład, na cmen­ta­rzu Łycza­kow­skim.

Wyszpe­ra­łem kil­ka foto­sów. Zdję­cie 1. Pani Basia, poni­żej kozac­ki bard, po pra­wej Boh­dan Chmiel­nic­ki. Chmie­lu nie widzę, jest za to kli­ma­tycz­ny instru­ment szar­pa­ny i pięk­na pogo­da w pięk­nym kra­ju. W takich warun­kach żad­ne powsta­nie kozac­kie nie ma szan­sy. Rok pań­ski 1648 musiał być wybit­nie desz­czo­wy.

Pani Basia, kozak i Ataman

Zdję­cie 2. Bab­ki z Kijo­wa. Po pra­wej Pani Ania, zama­sko­wa­na chust­ką i oku­la­ra­mi, obok Panie Gabry­sia i Jasia z daw­nej admi­ni­stra­cji Tuwi­ma. Tri matriosz­ki 🙂

Kijowskie Diewoczki

Zdję­cie 3. Anio­ło­wie i Che­ru­bin­ki w kra­ju ikon i pra­wo­sław­nych klasz­to­rów.

Aniołowie i Cherubinki

Jak wspo­mnia­łem, Ukra­ina to dla Tuwi­ma nie tyl­ko ład­ne zdję­cia w albu­mie. Po pierw­sze, to oso­ba Pani Nata­szy, któ­ra przez sze­reg lat uczy­ła młod­szych Tuwi­mow­ców języ­ka angiel­skie­go. Nasi daw­ni absol­wen­ci na pew­no dosko­na­le pamię­ta­ją Panią Nata­szę, któ­ra była nauczy­cie­lem wyma­ga­ją­cym, ale przy tym życz­li­wym, wno­szą­cym w szkol­ne życie dużo spo­ko­ju, roz­wa­gi i opa­no­wa­nia. Takie cechy cha­rak­te­ru muszą być dzi­siaj wybit­nie w cenie w Jej ojczy­stym kra­ju. Tym bar­dziej tam, gdzie był dom Pani Nata­szy — na wscho­dzie Ukra­iny, gdzie obec­nie rzą­dzą anta­go­ni­zmy naro­do­we i kałasz­ni­kow (albo podob­ny kawa­łek meta­lu). W zakąt­ku świa­ta, gdzie imię Wła­di­mir wywo­łu­je nie­zwy­kle skraj­ne reak­cje. Dopie­ro co czy­ta­łem, że kon­flikt zbroj­ny przy­bie­ra tam  na sile…

Zdję­cie 4. Pani Nata­sza jedzie z gru­pą na Ukra­inę. Oto spo­kój i pogo­da ducha. Nie­ste­ty nie wiem, co obec­nie u Niej sły­chać…

Pani Natasza

Z Ukra­iną wią­za­ły nas też kon­tak­ty „uczel­nia­ne”. Doko­pa­łem się tutaj do kil­ku infor­ma­cji, podam pierw­szą z brze­gu. „Wrze­sień (1995) — pię­cio­dnio­wa wizy­ta Dyrek­to­ra Zespo­łu w Bier­diań­sku na Ukra­inie, zor­ga­ni­zo­wa­na przez wła­dze mia­sta oraz Filii Poli­tech­ni­ki Łódz­kiej w Biel­sku-Bia­łej — pod­pi­sa­nie poro­zu­mie­nia o współ­pra­cy i wymia­nie mło­dzie­ży pomię­dzy Tuwi­mem, a Azow­skim Regio­nal­nym Insty­tu­tem Zarzą­dza­nia APUY”. Na pod­pi­sie spra­wa się nie zakoń­czy­ła. Mło­dzież fak­tycz­nie kur­so­wa­ła na linii Bier­diańsk — Biel­sko-Bia­ła…

Pozdra­wiam wszyst­kich, a szcze­gól­nie Panią Nata­szę, gdzie­kol­wiek obec­nie prze­by­wa!

 

 

132 total views, no views today

Łubu-dubu retro!

Łubu-dubu! Szast prast! Minął tydzień, mamy week­end, czas na odpo­czy­nek i małe łubu-dubu. Tym bar­dziej, że pogo­da nie wypę­dza na dwór. Zapra­szam na wir­tu­al­ną impre­zę, a wła­ści­wie od razu na dwie (chwi­la, pro­szę jesz­cze nie wcho­dzić na par­kiet! Dopie­ro umy­li i wypo­le­ro­wa­li, moż­na zali­czyć gwał­tow­ne łub-dub ze zmia­ną pozy­cji z pro­sto­pa­dłej na rów­no­le­głą do pod­ło­gi, jesz­cze chwi­lę posiedź­my).

Kil­ka­na­ście dni temu nasi matu­rzy­ści ode­bra­li od foto­gra­fa swo­je zdję­cia ze stud­niów­ki. Jak moż­na było ocze­ki­wać, fot­ki wzbu­dzi­ły wśród uczniów gwał­tow­ne oży­wie­nie i weso­łość — osta­tecz­nie, stud­niów­ka jest tyl­ko raz, a par­kiet przy­cią­ga jak magnes, nawet jeże­li poja­wia się tyl­ko na zdję­ciu. Pomy­śla­łem wte­dy, że poszu­kam fotek z imprez, na któ­rych Tuwi­mow­cy poja­wia­li się w prze­szło­ści. Zna­la­zło się kil­ka… z udzia­łem naszych nauczy­cie­li… Przy czym foto­sy zro­bio­no na „taj­nych” impre­zach gro­na peda­go­gicz­ne­go.

Pstryk! i igła na krą­żek. DJ roz­krę­ca winyl.

Impre­za w kli­ma­cie lat sześć­dzie­sią­tych,  prze­tań­czo­na pod koniec lat dzie­więć­dzie­sią­tych XX wie­ku. Pozna­je­cie tych Panów? Chy­ba zabra­li się za zor­bę, nie mylić z zor­bin­giem 🙂

Elvis wiecz­nie żywy? Boko­bro­dy by się zga­dza­ły, ale opa­ska na czo­le i wzo­ry na koszu­lach wska­zu­ją na sub­kul­tu­rę hipi­sów. (Panie Dyrek­to­rze, nikt Pana tutaj nie roz­po­zna, pro­szę być spo­koj­nym…)

A teraz kolej­na sce­na. Sły­chać gwizd bacy. Karcz­ma w Beski­dach, począt­ki XXI wie­ku, cia­ło peda­go­gicz­ne (kto wymy­śla takie wyra­zy?) odkry­wa swo­je dru­gie „ja”. Inspi­ra­cja nad­cho­dzi z pod­ło­gi.

Kolej­na sce­na z karcz­my. Pro­fe­sor jesz­cze bez musz­ki, za to z czu­pry­ną. Tań­czy z naszą byłą Panią Wice­dy­rek­tor.

I jesz­cze jeden kli­ma­tycz­ny duet. Czu­pur­ny Pazur wabi swo­ją sym­pa­tycz­ną towa­rzysz­kę. Chy­ba sku­tecz­nie.

Ostat­nie uję­cie z zaba­wy. Szko­da, że nie sły­chać, o czym Pano­wie roz­ma­wia­ją, w każ­dym razie z pew­no­ścią gro­zi im nad­ci­śnie­nie 🙂 Pani Jola znaj­du­je się bli­żej, i chy­ba też nie sły­szy.

Już póź­no. Mem­bra­ny gło­śni­ków dziu­ra­we, baca każe się zabie­rać. Może jesz­cze kie­dyś wró­ci­my na par­kiet? Zbio­ry blo­go­te­ki stop­nio­wo się powięk­sza­ją, może poja­wią się kolej­ne cie­ka­we mate­ria­ły. Osta­tecz­nie, wciąż jesz­cze nie wypły­nę­ły zdję­cia uka­zu­ją­ce efek­tow­ną cho­re­ogra­fię Pro­fe­so­ra Sto­ec­ke­ra, włącz­nie ze słyn­nym wkrę­ca­niem pię­ty w par­kiet a la „gasze­nie papie­ro­sa”. Mam nadzie­ję, że ktoś takie trzy­ma w swo­im albu­mie. Może się podzie­li?

Pozdra­wiam wiel­bi­cie­li rock’n rol­la i góral­skich kapel. Łubu-dubu!

636 total views, no views today

Pani Marysia na bis

Witam wszyst­kich, któ­rzy zde­cy­do­wa­li się tro­chę popsuć swój wzrok przed ekra­nem. Dzi­siej­szy wpis będzie dość krót­ki, ale wymow­ny — wszyst­ko za spra­wą mate­ria­łów, któ­re nie­daw­no otrzy­ma­łem od dziew­cząt z kla­sy 3 et. To zdję­cia i fil­mik z poże­gna­nia, jakie ucznio­wie Tuwi­ma zgo­to­wa­li Pani Mary­si tuż przed Jej przej­ściem na eme­ry­tu­rę. Mate­riał sam ciśnie się do cyber­prze­strze­ni, nie będę mu w tym prze­szka­dzał. Tym bar­dziej, że do tej pory wize­ru­nek Pani Mary­si poja­wił się na tym blo­gu tyl­ko raz, i to w posta­ci kre­sków­ki.

Poże­gna­nie zapla­no­wa­no pota­jem­nie. Spi­skow­cy usta­li­li datę, godzi­nę i rodzaj poże­gnal­nych upo­min­ków (kwia­ty i „Cze­ko­la­do­we tajem­ni­ce”). Nikt się nie wyga­dał. „Byłam zasko­czo­na”, powie­dzia­ła póź­niej Pani Mary­sia, „nie mia­łam żad­nych prze­cie­ków, że ucznio­wie coś szy­ku­ją”. Chy­ba myśla­ła, że po cichu przej­dzie na eme­ry­tu­rę. Tym­cza­sem w pią­tek 26 stycz­nia wyda­rze­nia poto­czy­ły się zupeł­nie ina­czej. O wyzna­czo­nej godzi­nie na kory­tarz przy por­tier­ni wyla­ła się fala uczniów z róż­nych klas. Odśpie­wa­no „Sto lat niech nam żyje! A kto? Pani Mary­sia”, roz­le­gły się bra­wa. Gdy­by na por­tier­ni leża­ła gita­ra, pew­nie spon­ta­nicz­nie zagra­ła­by jakiś nastro­jo­wy kawa­łek… Nawia­sem mówiąc, parę dni wcze­śniej widzia­łem uczniów żegna­ją­cych się indy­wi­du­al­nie. Na tzw. misia — kto przy­tu­lał się kie­dyś do tej zabaw­ki, ten wie o czym mowa. Sam też miś­ko­wa­łem.

To naprawdę dla mnie?

26 stycz­nia Tuwi­mow­cy wysta­wi­li piąt­kę nie tyl­ko Pani Mary­si, ale też sobie samym. I chy­ba na tym wnio­sku zakoń­czę opis całe­go wyda­rze­nia. Zamiast przy­dłu­gie­go, lan­dryn­ko­we­go opi­su pro­po­nu­ję fil­mik poni­żej:

Aby odpo­wied­nio zakoń­czyć dzi­siej­szy wpis, będę potrze­bo­wał małe­go wtrę­tu histo­rycz­ne­go o Spar­ta­nach… Jak wia­do­mo, sta­ro­żyt­ni Spar­ta­nie lubi­li dzi­dy, guzy, sinia­ki i sła­be jadło, sztu­kę trak­to­wa­li po maco­sze­mu („dobra, nama­luj mi coś na ścia­nie jak już musisz, ale masz 15 minut”). Oprócz tego sły­nę­li ze zdol­no­ści do krót­kie­go i traf­ne­go wypo­wia­da­nia się. W dwóch sło­wach zamy­ka­li myśl, któ­rą Ateń­czyk Pla­ton roz­pi­sy­wał na cały trak­tat filo­zo­ficz­ny. Po co tym piszę? Po pro­stu — jeże­li kie­dyś ktoś, kto nie cho­dził do naszej szko­ły zapy­ta was, jaka była mitycz­na Pani Mary­sia, wskaż­cie mu pal­cem powyż­szy fil­mik i odpo­wiedz­cie krót­ko, po spar­tań­sku: zobacz, jak Ją poże­gna­li.

Pozdro­wie­nia 🙂 dla wszyst­kich czy­ta­ją­cych.

939 total views, no views today

Ostatni teledysk Pani Marysi

Ten news łup­nie Was w gło­wę jak pił­ka lekar­ska zrzu­co­na z same­go czub­ka Wie­ży Eif­fe­la. Nie spodo­ba się Wam. Otóż speł­nia się jed­na z prze­po­wied­ni Nostra­da­mu­sa dla naszej szko­ły, któ­re opu­bli­ko­wa­łem w poprzed­nim wpi­sie: Pani Mary­sia prze­cho­dzi na eme­ry­tu­rę z koń­cem bie­żą­ce­go mie­sią­ca! Nie zoba­czy­my Jej po feriach… Nie muszę wyja­śniać, jaka to fatal­na wia­do­mość dla wszyst­kich sta­łych bywal­ców Tuwi­ma. I, tak po ludz­ku, bar­dzo smut­na. Bo nie tyl­ko tra­ci­my nie­za­wod­ne­go pra­cow­ni­ka szko­ły, ale tak­że bar­dzo życz­li­wą oso­bę.

Mało kto zda­je sobie spra­wę, że Pani Mary­sia to Kolumb naszej por­tier­ni — pra­cu­je w Tuwi­mie od począt­ków szko­ły w 1991 roku. Kolej­ne gene­ra­cje uczniów poży­cza­ły u Niej szkol­ne kal­ku­la­to­ry, pinez­ki i nożycz­ki, dosta­wa­ły mun­du­rek spod lady, kse­ro­wa­ły książ­ki, kupo­wa­ły pod­ręcz­ni­ki z dru­giej ręki. Wszy­scy zna­my prze­pis na Panią Mary­się: (ener­gia2 + goto­wość do pomo­cy3 + facho­wość * ∞ (nie­skoń­czo­ność)) — L-4(≈3 dni/26 lat). A co po 31 stycz­nia? No cóż, Pani Mary­sia będzie odpo­czy­wać w domu. Cza­sem wypad­nie na dwór, może na grzyb­ki — jest spe­cja­list­ką od zbie­ra­nia grzyb­ków, wie po któ­rym jego­mo­ściu gro­żą halu­cy­na­cje lub drew­nia­ny język.

Pani Marysia przy ksero

Kil­ka dni temu  nasza Xero Hero nakrę­ci­ła swój ostat­ni tele­dysk, jak zwy­kle odważ­ny i nie­stan­dar­do­wy (pamię­ta­cie jesz­cze Jej poprzed­ni sound­track?). Popa­trz­cie i posłu­chaj­cie, nie zapo­mnij­cie przy tym pod­krę­cić gło­śno­ści. Naj­le­piej oglą­dać na komór­ce, gdyż roz­dziel­czość wideo nie powa­la na kola­na. Tytuł utwo­ru to „Kse­ro nie dzia­ła”.

Naj­star­szy film świa­ta nosi tytuł „Wyj­ście robot­ni­ków z fabry­ki”. Powstał jesz­cze w XIX wie­ku i oczy­wi­ście dale­ki jest od tech­nicz­nej dosko­na­ło­ści. To samo moż­na powie­dzieć o powyż­szym ani­mo­wa­nym tele­dy­sku. Ani­ma­cja jest krót­ka i topor­na, ruchy nie­zbyt dopra­co­wa­ne. Na szczę­ście sytu­ację ratu­je wokal Kse­ro­ko­pist­ki. Sły­szy­my śpiew­ną recy­ta­cję z epi­zo­dycz­nym dru­gim gło­sem w chó­rze (też nale­ży do Pani Mary­si, ale został sztucz­nie obni­żo­ny). Przy­to­czę począ­tek pio­sen­ki, gdyż w paru miej­scach dźwięk jest lek­ko nie­wy­raź­ny:

Przy­ci­skam, naci­skam, naci­skam, przy­ci­skam.

 

Kse­ro nie dzia­ła,

przy­ci­skam, naci­skam, naci­skam, przy­ci­skam,

poszedł kor­bo­wód. Kor­bo­wód!

 

Dziś nie ma kse­ra.

 

Kor­bo­wód!

 

Kse­ro nie dzia­ła. Ale lipa, ale lipa, ale, ale, ale…

Samo życie… Pozdra­wiam wszyst­kich. Szcze­gól­nie Panią Mary­się, któ­rej życzę porząd­ne­go odpo­czyn­ku po wie­lu latach naci­ska­nia i przy­ci­ska­nia, poży­cza­nia, roz­li­cza­nia, pra­so­wa­nia i sprze­da­wa­nia 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

1,153 total views, no views today

Wariacki sezon jesienno-zimowy. Jesteśmy w środku nawałnicy

Dzi­siaj zamiesz­czam ostat­ni wpis z serii „szkol­ne sza­leń­stwa”. W poprzed­nich odcin­kach z tej serii przy­ta­cza­łem szkol­ne uwa­gi i komen­to­wa­łem inne wariac­kie nume­ry, do jakich doszło pod naszym dachem. Teraz kon­ty­nu­acja.

Zacznę ten wpis od krót­kiej powtór­ki z mete­oro­lo­gii. Jak każ­dy z nas wie, powie­trze może mieć niż­sze lub wyż­sze ciśnie­nie — kie­dy masy powie­trza o zde­cy­do­wa­nie róż­nym ciśnie­niu wcho­dzą w kon­takt, mamy do czy­nie­nia z tur­bu­len­cja­mi, a nawet kata­stro­fą. Poja­wia się burza albo trą­ba powietrz­na, docho­dzi do zawi­ro­wań, zry­wa­nia cza­pek z głów, uno­sze­nia w powie­trze. Do cze­go zmie­rzam? No cóż, mam wię­cej niż wra­że­nie, że pew­ne­go rodza­ju trą­ba powietrz­na hula obec­nie po szko­łach. Tak­że po naszej. Z jed­nej stro­ny mamy „front niskie­go ciśnie­nia”, któ­ry u nie­jed­ne­go wywo­łu­je ból gło­wy — mówię o zali­cze­niach, spraw­dzia­nach, spraw­dzia­ni­kach, uni­kach i zda­wa­niu (nie zali­czam tutaj zda­wa­nia bate­rii i kar­my dla zwie­rząt w poko­ju nauczy­ciel­skim, wyra­bia­nie takich zacho­wań raczej nie boli). Z dru­giej stro­ny mamy „front wyso­kie­go ciśnie­nia”, któ­ry już wkrót­ce zacznie domi­no­wać. Mowa oczy­wi­ście o atmos­fe­rze Świąt i pogo­dzie ducha. Dopó­ki wyż nie wygra z niżem, będzie­my mio­ta­ni przez meta­fo­rycz­ny cyklon.

Podob­no naj­lep­szym miej­scem na kry­jów­kę pod­czas cyklo­nu jest jego cen­trum, czy­li „oko”, gdzie panu­je nie­zmą­co­ny spo­kój. Jak ja bym chciał tra­fić do takie­go środ­ka trą­by powietrz­nej, do same­go epi­cen­trum! Wy pew­nie też. Nie­ste­ty już tam jestem i żad­ne­go chil­lo­utu nie znaj­du­ję…

Spraw­dzia­ny i zali­cze­nia. W sumie spraw­dzia­ny mamy od wrze­śnia, teraz nad­cho­dzą w ostat­niej fali zna­nej jako „Dzień ratun­ko­wy”. Wie­lu pomo­gą popra­wić oce­nę na koniec seme­stru, cza­sem wywo­ła­ją okrzyk nauczy­cie­la: ratun­ku! Oczy­wi­ście dla­te­go, że testy to miej­sce, gdzie moż­na odkryć pereł­ki języ­ko­we i nie­ocze­ki­wa­ne praw­dy nauko­we lub histo­rycz­ne. Część takich zna­le­zisk moż­na chy­ba przy­pi­sać zmę­cze­niu piszą­ce­go. Oto garść przy­kła­dów:

Pyta­nie: kim był Ary­sto­te­les?   Odpo­wiedź: Ary­sto­te­les był Gre­kiem. Dłu­go żył.

Pyta­nie: zna­ne ci biu­ro podró­ży?   Odpo­wiedź: Dzi­ka Baba. [A jed­nak jest takie!]

Pyta­nie: jak poin­for­mu­jesz gościa hote­lu, że masz dla nie­go wia­do­mość (po angiel­sku)?   Odpo­wiedź: I have mas­sa­ge from you [zamiast: I have a mes­sa­ge for you; zamiast wia­do­mo­ści dla gościa wychcie­wa­my (?) od nie­go masaż — co za przy­jem­na pomył­ka :)]

Star­sza pereł­ka spo­za spraw­dzia­nów, war­ta przy­to­cze­nia przy oka­zji: pod­czas roz­mo­wy z nauczy­cie­lem uczeń stwier­dza, że znaj­dzie sury­kat­kę, któ­ra uro­dzi mu dziec­ko 🙂  [Ta zgub­na sym­pa­tia do futrza­ków! Suro­gat­ki chy­ba się nie obra­żą …]

A oto spraw­dzian trze­cio­kla­si­sty, rysu­nek na odwro­cie kart­ki — tań­czą­cy chło­pek oraz koź­la głów­ka. Resz­ta stro­ny pusta — chy­ba jed­nak zmę­cze­nie?

Nad­cho­dzą­ce Świę­ta widać nie tyl­ko na spraw­dzia­nach. W kla­sach zaczy­na­ją poja­wiać się Miko­ła­jo­wie i reni­fe­ry o migo­czą­cych nosach. Nie mówię tu o halu­cy­na­cjach wywo­ła­nych przez inten­syw­ną naukę, ale fak­tycz­nych „żywych obiek­tach trój­wy­mia­ro­wych”. Bo niby co widać na zdję­ciu poni­żej, jeśli nie Miko­ła­ja z reni­fe­rem? Tyl­ko jeden dro­biazg się nie zga­dza: Miko­łaj jest bez bro­dy, a reni­fer z bro­dą.

No, chy­ba tyle na dzi­siaj. Przez naj­bliż­sze pół­to­ra tygo­dnia będzie­my pod wpły­wem psy­cho­lo­gicz­ne­go niżu i wyżu, przej­ścio­wych roz­po­go­dzeń, nawał­nic i wywo­ła­nych przez nie sta­nów lęko­wych. Potem się roz­po­go­dzi i będzie­my mogli w spo­ko­ju spę­dzić Boże Naro­dze­nie.

Pozdra­wiam wszyst­kich, a zwłasz­cza mete­oro­pa­tów.

588 total views, no views today

Rozpoznajemy naszych nauczycieli — rozwiązanie zagadki

Witam. Naj­wyż­sza pora na roz­wią­za­nie zagad­ki z poprzed­nie­go wpi­su na blo­gu — jak pamię­ta­cie, zamie­ści­łem tam daw­ne fot­ki naszych nauczy­cie­li i zapro­po­no­wa­łem, aby czci­god­ni bywal­cy naszej szko­ły roz­po­zna­li swo­ich pro­fe­so­rów. Prze­bieg dal­szych wyda­rzeń wyka­zał, że zada­nie wca­le nie było takie łatwe. Zamiast zamiesz­czać roz­wią­za­nie zagad­ki na szkol­nym face­bo­oku, ten i ów pod­cho­dził do mnie w ustron­nym miej­scu i pro­po­no­wał swo­je roz­wią­za­nie szep­tem lub pół­gło­sem. Dosłow­nie — nasze roz­mo­wy brzmia­ły jak spo­wiedź albo taj­ne zebra­nie spi­skow­ców. Co wię­cej, nikt nie roz­po­znał popraw­nie wszyst­kich nauczy­cie­li. A mia­ło być łatwo… (robię zdzi­wio­ną minę).

Nie będę prze­dłu­żał. Oto roz­wią­za­nie zagad­ki: dziew­czyn­ka z war­ko­czy­ka­mi — Pani Wie­sia, reli­gia; maluch — Pan Jarek, geo­gra­fia; chło­pak w gol­fie — Pan Łukasz,  WF i ani­ma­cja cza­su wol­ne­go; dziew­czyn­ka w spód­nicz­ce na szel­kach — Pani Dyrek­tor; dru­ży­na spor­to­wa — Pan Arka­diusz, przed­mio­ty infor­ma­tycz­ne. Ośle­pia­ją­co oczy­wi­ste? Oni napraw­dę się nie zmie­ni­li!

Odgad­nię­cie Pani Wie­si i Pana Łuka­sza nie spra­wia­ło duże­go pro­ble­mu. Roz­po­zna­nie Pani Dyrek­tor wyma­ga­ło nie­co wię­cej wyobraź­ni. Pano­wie Jaro­sław i Arka­diusz oka­za­li się trud­niej­szy­mi „eks­po­na­ta­mi”, ich foto­sy doma­ga­ły się więk­szych akro­ba­cji men­tal­nych. Mało kto roz­po­znał Pana Jar­ka — a wła­ści­wie Jaru­sia, czy to po twa­rzy, czy po kra­cia­stym koł­nie­rzy­ku. Swo­ją dro­gą, lata pły­ną a kra­cia­ste ubra­nia się nie zmie­nia­ją. Panie Jar­ku, może już czas na moro w posta­ci uwiel­bia­nej przez Pana mapy kon­tu­ro­wej? Iden­ty­fi­ka­cja Pana Arka była o tyle trud­na, że poka­za­li­śmy go na zdję­ciu gru­po­wym. Spójrz­cie jesz­cze raz na zdję­cie spor­tow­ców — teraz łatwiej? Praw­dzi­wy pro­fe­sor od infor­ma­ty­ki stoi w gór­nym rzę­dzie jako dru­ga… prze­pra­szam, trze­cia postać od lewej.

Pan Arka­diusz zamie­nił siat­kę do gry na sieć Inter­ne­tu, a szat­nię klu­bo­wą na kan­to­rek przy sali infor­ma­tycz­nej. Tre­ner też się zmie­nił 🙂 Tyl­ko sen­ty­ment do spor­tu pozo­stał — pro­fe­sor z infor­ma­ty­ki lubi od cza­su do cza­su poszu­so­wać na rowe­rze po górach, pły­wa też na kaja­kach.

Tyle na dzi­siaj. W waliz­ce Tuwi­ma czai się wię­cej cie­ka­wych zdjęć, któ­re cze­ka­ją na publi­ka­cję. Zoba­czy­cie je przy innych oka­zjach. Pozdra­wiam!

 

 

 

537 total views, no views today