TUWIMATOR

Wehikuł czasu. Nasi nauczyciele przed laty

Witam Wszyst­kich. Jestem z powro­tem na blo­gu. Nie ucie­kłem stąd na dobre.

Jak wia­do­mo, ist­nie­ją mia­sta-duchy, w któ­rych nikt już nie miesz­ka oraz samo­cho­dy opusz­czo­ne na pastwę ziel­ska i zło­mia­rzy. Podob­nie, są też „porzu­co­ne” blo­gi, na któ­rych zamar­ła jaka­kol­wiek aktyw­ność pisar­ska. Ich auto­rzy nie mają na blo­go­wa­nie cza­su, powie­dzie­li już wszyst­ko, zna­leź­li inne zaję­cie, albo wyszli na dzie­sięć minut do skle­pu i już nie wró­ci­li. No cóż, w moim wypad­ku do porzu­ce­nia blo­gu nie doszło. Byłem po pro­stu ostat­nio zaję­ty i — jak to zwy­kle w listo­pa­dzie — doświad­cza­łem nie­zbyt dobrych bio­ryt­mów. Ence­fa­lo­graf i spi­ro­metr też tro­chę wario­wa­ły. Ale już jestem z powro­tem.

Listo­pad sprzy­ja wspo­min­kom, stąd pro­po­nu­ję Wam dzi­siaj małą, nie­mę­czą­cą podróż w cza­sie. W sumie drob­nost­kę. Zobacz­my jak nauczy­cie­le Tuwi­ma wyglą­da­li jako ucznio­wie, albo w ogó­le jako dzie­ci. Pro­po­nu­ję zaba­wę — poka­żę Wam zdję­cia, a Wy zgad­nij­cie, któ­rych nauczy­cie­li przed­sta­wia­ją. Odpo­wie­dzi zamiesz­czaj­cie w komen­ta­rzu do tego wpi­su na Face­bo­oku. Nagród nie­ste­ty nie prze­wi­du­ję, ale czy zawsze musi być coś za coś? Pro­po­nu­ję zaba­wę dla samej zaba­wy 🙂

Ory­gi­nal­ne zdję­cia są zarów­no kolo­ro­we jak i czar­no-bia­łe. Ponie­waż kolor fotek może suge­ro­wać obec­ny wiek poka­zy­wa­nych osób, zamiesz­czam wszyst­kie zdję­cia w odcie­niach sza­ro­ści. Nawet z tym utrud­nie­niem zga­dy­wan­ka nie będzie trud­na. Lek­ki kło­pot może spra­wić tyl­ko jakość foto­gra­fii. Nie­któ­re wyglą­da­ją na przed­wo­jen­ne, robio­ne za Jul­ka Tuwi­ma albo nawet Jul­ka Ceza­ra. Cie­ka­we, jak będą wyglą­dać nasze papie­ro­we zdję­cia za kil­ka­dzie­siąt lat. Poka­zy­wa­ne poni­żej zdję­cia tro­chę wybla­kły, odwrot­nie niż oso­by, któ­re poka­zu­ją 🙂

Popro­si­łem naszych nauczy­cie­li o zdję­cia ze szko­ły, ale dosta­łem takie, jakie się zacho­wa­ły. Zresz­tą sami popa­trz­cie. Na jed­nym widać mal­ca w towa­rzy­stwie dwóch posta­ci, w tym kudła­te­go ziom­ka w kape­lu­szu. To zdję­cie zro­bio­no na pastwi­sku, a więc w jed­nej z naj­star­szych szkół świa­ta. Cie­ka­we, czy zgad­nie­cie kogo przed­sta­wia? Kto mógł wyro­snąć z tego malu­cha? Oczy­wi­ście nie z owiecz­ki, bo ta już w wie­ku dwóch lat ma usta­lo­ny wygląd, cha­rak­ter i poglą­dy. Kim jest har­cerz patrzą­cy pro­sto w obiek­tyw i jego dru­ga odsło­na, ama­tor gol­fa? A kim osób­ka z war­ko­czy­ka­mi i lenon­ka­mi, uśmie­cha­ją­ca się z ław­ki? Jesz­cze nie wie, co jej przy­szłość zgo­tu­je 🙂 A dziew­czyn­ka ze spód­nicz­ką na szel­kach? Wyglą­da tak nie­win­nie… Któ­re­go z naszych nauczy­cie­li widać na zdję­ciu dru­ży­ny spor­to­wej? Przy oka­zji — nie była to dru­ży­na pił­ki noż­nej, tyl­ko ręcz­nej. Gra­li chy­ba jako mło­dzie­żo­wa sek­cja BKS-u.

9

9

Zdję­cia poka­zu­ją pię­ciu nauczy­cie­li. Napisz­cie, kogo roz­po­zna­je­cie. Gdy dacie sobie z tym zada­niem radę, to z pew­no­ścią przy­zna­cie mi rację: oso­by ze zdjęć do dzi­siaj nie dały się ugryźć zębo­wi cza­su. Nie zmie­nia­ją się. Z pew­no­ścią nie nada­ją się do plot­kar­skich ser­wi­sów z Inter­ne­tu, gdzie moż­na zna­leźć dzia­ły tema­tycz­ne w rodza­ju „cele­bri­ties that age ter­ri­bly” — cele­bry­ci, któ­rzy okrop­nie się sta­rze­ją (dziw­nym tra­fem wszy­scy ci Inter­ne­to­wi star­cy mają jesz­cze z pół życia przed sobą). Tra­fi­łem nie­daw­no przy­pad­kiem (pod­kre­ślam: PRZYPADKIEM) na taką stro­nę, gdzie zoba­czy­łem dwa zdję­cia tej samej aktor­ki — jed­no poka­zy­wa­ło sym­pa­tycz­ną dziew­czyn­kę, a dru­gie oso­bę star­szą o kil­ka­dzie­siąt lat, zesta­rza­łą w napraw­dę okrop­ny spo­sób. Tyle, że na zdję­ciu była w cha­rak­te­ry­za­cji aktor­skiej. Do jakie­goś seria­lu o zom­bie, mia­ła pod­ko­lo­ro­wa­ną skó­rę i zęby, któ­re zara­ża­ją próch­ni­cą na odle­głość… Dzien­ni­kar­stwo chy­ba wciąż jesz­cze cze­ka na Freu­da.

Wra­ca­jąc do głów­ne­go wąt­ku — pozna­je­cie nauczy­cie­li ze zdjęć? Bar­dzo się zmie­ni­li? Kto zmie­nił się naj­bar­dziej? Komen­ta­rze zosta­wiaj­cie na naszym pro­fi­lu face­bo­oko­wym. (facebook.com/zstuwim/)

 

Pozdra­wiam i cze­kam na odzew. Tyl­ko nie daj­cie mi się zbyt­nio przy tym zesta­rzeć.

299 total views, no views today

Face­bo­ok Com­ments

Lektorzy z bardzo daleka

Spo­ty­ka­my się na dużej prze­rwie koło sali, w któ­rej wła­śnie mie­li zaję­cia. Są uśmiech­nię­ci, natu­ral­ni i skrom­ni, nie ema­nu­ją poczu­ciem wypeł­nia­nia jakiejś dzie­jo­wej misji. Przy­je­cha­li do nas, aby sobie po pro­stu poga­dać. Gdy do nich pod­cho­dzę i zaga­du­ję, nie czu­ją się ani zasko­cze­ni, ani spe­sze­ni. Od razu zaczy­na­ją nawi­jać, w zasa­dzie jed­no­cze­śnie. Wolon­ta­riu­sze-lek­to­rzy, Pau­li­na z Mek­sy­ku oraz Yigit (wymo­wa: Yyt) z Tur­cji, któ­rzy od dwóch tygo­dni przy­bli­ża­ją naszym uczniom kul­tu­rę swo­ich kra­jów, a przy oka­zji robią to po angiel­sku i hisz­pań­sku.

Pomi­nę począ­tek naszej roz­mo­wy. Jest tro­chę kan­cia­sty, pada w nim kil­ka oczy­wi­stych pytań i prze­wi­dy­wal­nych odpo­wie­dzi. Wra­że­nia z poby­tu? Pol­skie atrak­cje? Ulu­bio­na pol­ska potra­wa? Kra­ków. Góry. Pau­li­na — barszcz. Yigit — gołąb­ki. W tym ostat­nim przy­pad­ku odpo­wiedź pada ze stro­ny Szy­mo­na z kla­sy 3 et, któ­ry przez pierw­szy tydzień gościł Yigi­ta u sie­bie w domu. Turec­ki lek­tor pota­ku­je, jak­by tro­chę za gor­li­wie. Czyż­by Szy­mon gościn­nie fasze­ro­wał go w domu kapu­stą przez wszyst­kie sie­dem dni, spóź­nio­ny o 334 lata na Odsiecz Wie­deń­ską?

Roz­mo­wa roz­krę­ca się na dobre. Jestem cie­kaw, czy pol­ska szko­ła bar­dzo się róż­ni od szkół w Mek­sy­ku i Tur­cji. W odpo­wie­dzi sły­szę, że nie­ko­niecz­nie, cho­ciaż pew­ne odmien­no­ści fak­tycz­nie ist­nie­ją. Zacznij­my od Tur­cji, gdzie w nie­do­in­we­sto­wa­nych pań­stwo­wych szko­łach kla­sy liczą nawet ponad pięć­dzie­się­ciu uczniów. Jak sobie usią­dziesz z tyłu kla­sy, to przez cały dzień nie zoba­czysz nauczy­cie­la; wyją­tek to sytu­acja, gdy kole­żeń­stwo powia­do­mi cię głu­chym tele­fo­nem, że jesteś wzy­wa­ny do odpo­wie­dzi. Chcesz lep­szych warun­ków i nauki na wyso­kim pozio­mie, idź do jed­nej z wie­lu szkół pry­wat­nych. Ści­śnie cię moc­no za kie­szeń, odtąd zamiast kupo­wać skar­pet­ki, nauczysz się je po mistrzow­sku cero­wać. Jesz­cze inna spra­wa: turec­cy nauczy­cie­le cie­szą się dużym spo­łecz­nym powa­ża­niem. Jak znaj­du­ję w Inter­ne­cie (spraw­dzam po roz­mo­wie z lek­to­ra­mi), „nor­mal­ne jest zapra­sza­nie nauczy­cie­li na swój ślub”… A Mek­syk? Szko­ły w Mek­sy­ku przy­po­mi­na­ją nasze. Po chwi­li namy­słu Pau­li­na zauwa­ża, że mek­sy­kań­scy ucznio­wie mają dłu­gą prze­rwę na lunch.

Kil­ka zdjęć. Na pierw­szym prze­sym­pa­tycz­ny duet mek­sy­kań­sko-turec­ki. W unie­sio­nej dło­ni Yigit zda­je się trzy­mać rewol­wer — nie da się ukryć, że zarów­no on jak i Pau­li­na to dziel­ni despe­ra­dos. Przy­je­chać do naszej szko­ły, z tak dale­ka i w taką zim­ną porę roku (u nich chy­ba moż­na teraz wyle­gi­wać się na pla­ży, u nas — naj­wy­żej przed kwar­ców­ką w pia­skow­ni­cy)? Do tego docho­dzi koniecz­ność radze­nia sobie z róż­ny­mi, nie­ocze­ki­wa­ny­mi pro­ble­ma­mi. Taki kło­pot ma Pau­li­na. Nie wie, jak wró­cić do Mek­sy­ku — wyku­pi­ła bilet powrot­ny w liniach lot­ni­czych, któ­re zban­kru­to­wa­ły. A powrót tuż tuż… Continue reading

556 total views, no views today

Face­bo­ok Com­ments

Artyści, zakręceni i wariaci na naszych korytarzach

Na począt­ku kil­ka uwag w tema­cie moje­go poprzed­nie­go wpi­su. Kto czy­tał blog w zeszłą śro­dę lub póź­niej, to zna spra­wę — opu­bli­ko­wa­łem tam zbiór szkol­nych uwag z lat 2012 — 2017, nie­zbyt chwa­leb­ny lecz wyso­ce roz­we­se­la­ją­cy doro­bek paru poko­leń Tuwi­mow­ców. Szyb­ko oka­za­ło się, że jest zapo­trze­bo­wa­nie na taką kro­ni­kę kry­mi­nal­ną. Na szkol­nym face­bo­oku uak­tyw­ni­li się absol­wen­ci-deli­kwen­ci, w tym nawet tacy, któ­rzy bro­ili i wkrę­ca­li nauczy­cie­lom śru­bę dzie­sięć lat temu. Zaczę­ło się publicz­ne wyzna­wa­nie grzesz­ków, kil­ka osób publicz­nie się zde­kon­spi­ro­wa­ło. „To ja” — ode­zwa­ła się Moni­ka. „Zawsze taki byłem” — zawtó­ro­wał jej Robert Piotr Szcze­pan. Kamil uzu­peł­nił listę uwag o swo­je wła­sne, z któ­rych jed­no­znacz­nie wyni­ka­ło, że był wie­lo­krot­nie noto­wa­ny. Na przy­kład za to, że w wol­nym cza­sie wie­szał z towa­rzy­stwem co popad­nie na drze­wach i sufi­tach: krze­sła, sto­ły i rowe­ry… Parę osób zgło­si­ło rekla­ma­cję w rodza­ju: „prze­pra­szam, a gdzie moja uwa­ga?” No cóż, widocz­nie prze­ga­pi­łem, ale to było nie­unik­nio­ne — wór z uwa­ga­mi, do któ­re­go wsko­czy­łem był znacz­nie więk­szy ode mnie. Na pocie­sze­nie mam dobrą wia­do­mość — za jakiś czas (ale chy­ba nie­pręd­ko) opu­bli­ku­ję uwa­gi z papie­ro­wych dzien­ni­ków, wle­pio­ne uczniom przed rokiem 2012. Pew­nie wte­dy pozna­my całą, nie­co już zapo­mnia­ną twór­czość wspo­mnia­ne­go Kami­la…

Popyt na szkol­ne wariac­twa 🙂 jest zro­zu­mia­ły. Uczel­nia­na codzien­ność zwy­czaj­nie pro­si się o odro­bi­nę kolo­ru, stąd też poja­wia­ją się roz­ma­ici arty­ści. Nie­któ­rzy z nich odczu­wa­ją egzy­sten­cjal­ną trwo­gę wobec pra­cy w ciszy, wobec ksią­żek i zega­ra, któ­ry decy­du­je o tym, ile cza­su spę­dzą w ław­ce 🙂

Czy ten czło­wiek na zdję­ciu to przy­pad­kiem nie przy­wo­ły­wa­ny już dzi­siaj Kamil? Scen­ka sprzed dzie­się­ciu lat. Dzi­siaj mamy w szko­le szer­sze, kwa­dra­to­we fila­ry…

Ucieknę wam przez dziurę w dachu

Nad­cho­dzą nauczy­cie­le z książ­ka­mi. Uciek­nę im przez dziu­rę w dachu” (?)

Koło pięt­na­stej weso­ła twór­czość przy­da­rza się już nie tyl­ko jed­nost­kom. Poja­wia się pyta­nie zna­ne z repor­ta­żu tele­wi­zyj­ne­go: „panie, jak żyć?” Spójrz­cie na następ­ne zdję­cie. Nasi daw­ni lice­ali­ści, jak­by tro­chę nie­wy­raź­ni…

Bo lek­cja była za dłu­ga” (?)

A obec­nie? Są, mają się dobrze. W zeszłym roku pod­sta­wo­wym wybie­giem sza­leń­ców był chy­ba kory­tarz na dru­gim pię­trze. Moż­na tam było zoba­czyć dziew­czę­ta śmi­ga­ją­ce na bar­kach kole­gów w pozy­cji „na bara­na”, a raz poja­wi­li się nawet dwaj pano­wie w piża­mach. Twarz jed­ne­go z nich mi umknę­ła, dru­gą roz­po­zna­łem. Woj­tas z obec­nej 4 ct. Ten sam, któ­ry pod­czas lek­cji uda­je wie­szak na kurt­ki. Posi­nia­czo­ny, nie­raz ata­ko­wa­ny przez ścia­ny i scho­dy.

Ktoś musi z nim poroz­ma­wiać. Ale naj­pierw trze­ba go zła­pać.

Co z taki­mi robić? Łapać i roz­ma­wiać, a przy oka­zji się pośmiać (nie­kie­dy z koniecz­no­ści tyl­ko men­tal­nie). Osta­tecz­nie, szko­ła nie musi być miej­scem, w któ­rym sta­le sły­chać ciche, mono­ton­ne tyka­nie zega­ra i nie­ustan­ny sze­lest kart­ko­wa­nych pod­ręcz­ni­ków… Koń­cząc zwra­cam się do Was z proś­bą: jeśli zro­bi­li­ście w szko­le cie­ka­we zdję­cie, przy­ślij­cie je z krót­kim komen­ta­rzem na adres blogtuwima@gmail.com. Może war­to zacho­wać taki fotos od zapo­mnie­nia?

Pozdra­wiam i wra­cam do lek­tu­ry „Psy­cho­ana­li­zy” Kar­la Gusta­va Jun­ga 🙂

 

1,673 total views, no views today

Face­bo­ok Com­ments

Uwaga! Pędem do schronu! Uwagi z dziennika, które rozwalają…

Witam po paru­dnio­wej nie­obec­no­ści na blo­gu.

Poszu­ku­jąc mate­ria­łów na wpis tra­fi­łem ostat­nio do szkol­ne­go archi­wum elek­tro­nicz­ne­go, gdzie spę­dzi­łem tro­chę cza­su prze­ko­pu­jąc się przez bazę danych. Nie brzmi cie­ka­wie, praw­da? Jak się jed­nak oka­zu­je, w tym wypad­ku było ina­czej. Na bazę, któ­rą udo­stęp­nił mi upo­waż­nio­ny i obe­zna­ny kole­ga skła­da­ły się uwa­gi, jakie nasi nauczy­cie­le wpi­sa­li swo­im pod­opiecz­nym w ostat­nich latach — masa mniej lub bar­dziej barw­ne­go mate­ria­łu poka­zu­ją­ce­go życie szko­ły od podwór­ka. Mnie ten mate­riał „roz­wa­lił”, kole­ga miał chy­ba jesz­cze gorzej, gdyż pochop­nie zaser­wo­wał go sobie pod­czas posił­ku. Pew­nie już nie brał się potem za paprycz­ki chi­li, jeśli miał je na tale­rzu…

Baza danych skła­da się z tzw. rekor­dów — kto wie, ten wie. Nie mam poję­cia, ile rekor­dów jest w wyka­zie szkol­nych uwag, za to wiem, że wpi­sy biją dwa rekor­dy: nudy i barw­no­ści. Jakieś osiem­dzie­siąt pro­cent uwag jest potwor­nie nud­na. Brak mun­dur­ka. Brak mun­dur­ka. Brak mun­dur­ka. BM. BM. BM. Na szczę­ście takie uwa­gi moż­na łatwo prze­sko­czyć, i jest szan­sa, że wylą­du­je­my na cie­kaw­szym „kwiat­ku”. A mamy w szko­le zdol­nych, doświad­czo­nych ogrod­ni­ków.

Naj­star­sza zna­na mi uwa­ga brzmi: „kla­sa robi wieś”. Now­sze uwa­gi zazwy­czaj są tro­chę dluż­sze, ale nie zawsze bar­dziej pre­cy­zyj­ne. Za chwi­lę sami to zoba­czy­cie, rekor­do­wa uwa­ga ma tyl­ko czte­ry lite­ry, ile jed­nak w tym tre­ści! Koń­cząc ten wstęp chcę pod­kre­ślić, że przy­ta­cza­ny mate­riał czy­ta­łem bez zło­śli­we­go uśmiesz­ku. Sam jestem raczej spo­koj­ny, ale też odro­bi­nę „nawy­wi­ja­łem” w szko­le, cho­ciaż z pew­no­ścią nie tak spek­ta­ku­lar­nie, jak to nie­któ­re uwa­gi odno­to­wy­wu­ją.
Continue reading

5,993 total views, no views today

Face­bo­ok Com­ments

Rajdowcy z Tuwima

Na śro­dę Tuwim zapla­no­wał rajd. Będzie żużel. Kamol­ce. Chasz­cze i doły, praw­do­po­dob­nie tro­chę bło­ta, a na koń­cu wspól­ne impre­zo­wa­nie na zie­lo­nym pod chmur­ką. Albo — oba­wiam się — będzie tyl­ko bło­to i zwy­czaj­ne zaję­cia w kla­sach. W histo­rii szko­ły pogo­da już kil­ka razy odwo­ła­ła rajd. Ale co tam… Może do śro­dy wró­ci lep­sza aura i wyciecz­ka na Kozią Gór­kę sta­nie się fak­tem. 683 metry n.p.m., wtur­lam się bez jęku. OK, może odro­bi­nę pona­rze­kam w myślach na stro­mym podej­ściu, ale wido­ki i świe­że powie­trze mi to wyna­gro­dzą. Dawaj­cie Kozią Gór­kę. Zna­my się dobrze, już kie­dyś na nią wcho­dzi­łem z Tuwi­mem, podob­nie zresz­tą jak na Dębo­wiec czy Błat­nią. Wpa­ko­wać się w orta­lion i do dzie­ła.

Continue reading

1,323 total views, no views today

Face­bo­ok Com­ments

Wrzesień. My rano do szkoły, Profesor może wstawać kiedy chce

Witam wszyst­kich po waka­cjach! Lipiec i sier­pień za nami, zno­wu trze­ba będzie wsta­wać o poran­ku, cze­sać się i przy­zwy­cza­jać rękę do dłu­go­pi­su. Trze­ba będzie zuży­wać ener­gię, któ­rą nała­pa­li­śmy w ostat­nich mie­sią­cach. Chcia­ło­by się powie­dzieć: niby nowy rok, a wszyst­ko po sta­re­mu, ale jak wia­do­mo stu­pro­cen­to­we powtór­ki histo­rii nie ist­nie­ją. Zawsze coś się zmie­nia. Tym wnio­skiem prze­cho­dzę do sed­na dzi­siej­sze­go wpi­su, cho­ciaż zro­bi się tro­chę smut­no: Pro­fe­sor Sto­ec­ker prze­szedł ostat­nio na eme­ry­tu­rę. Do licha, On napraw­dę to zro­bił!

Co teraz pora­bia? Może sie­dzi w fote­lu i słu­cha ope­ry Wagne­ra? Zawsze lubił twór­czość tego kom­po­zy­to­ra, co daw­niej — jak sam przy­zna­je — ozna­cza­ło epi­zo­dycz­ne pod­krę­ca­nie gło­śni­ków na sto decy­be­li. Taki zabieg bywał edu­ka­cyj­ny w skut­kach, gdyż udo­stęp­niał muzy­kę pozo­sta­łym miesz­kań­com blo­ku z beto­no­wej pły­ty, za dar­mo i z naj­cich­szy­mi niu­an­sa­mi brzmie­nia 🙂 (= opcja „sha­re” — „udo­stęp­nij” zna­na z tele­fo­nów komór­ko­wych i kom­pu­te­rów). A jeśli nie słu­cha teraz muzy­ki, to może czy­ta? Z wykształ­ce­nia polo­ni­sta, ma swo­ich ulu­bio­nych auto­rów — jak mi się zda­je zali­cza­ją się do nich min. Bec­kett, Kaf­ka i Haszek. Albo, jako tłu­macz przy­się­gły, prze­kła­da wła­śnie pol­ski tekst na angiel­ski, prze­cież przy­się­gał …? Continue reading

1,843 total views, no views today

Face­bo­ok Com­ments