TUWIMATOR

Dzień Otwarty, Dzień Zamknięty, Dzień Przygotowań…

28 kwiet­nia mie­li­śmy w Tuwi­mie de fac­to dwa dni. Dzień Powi­tań i Dzień Poże­gnań. Dla wie­lu były to ostat­nie chwi­le w miej­scu, gdzie spę­dzi­li czte­ry lata swo­je­go życia. Dla innych — być może — 28 kwiet­nia był pierw­szym (nie­ofi­cjal­nie) dniem w nowej szko­le. Mówiąc krót­ko, żegna­li­śmy absol­wen­tów i wita­li­śmy gim­na­zja­li­stów pod­czas Dnia Otwar­te­go. Foto­re­la­cje z tych wyda­rzeń moż­na zna­leźć na szkol­nej witry­nie inter­ne­to­wej i face­bo­oku, toteż sku­pię się na 27 kwiet­nia, któ­ry był Dniem Przy­go­to­wań. Roz­pi­szę całość w for­mie dra­ma­tycz­nej, gdyż był to dzień, w któ­rym wie­le osób w szko­le otrzy­ma­ło rolę. No i ist­niał sce­na­riusz.

Wystę­pu­ją:

Siła Wyż­sza, Chór uczniow­ski, Ucznio­wie 1 ct kon­kret­nie, Sabi­na, Ucznio­wie 2 et, Pani Wie­sia, Pani Doro­ta, Pan Patryk, Pan Tomasz

AKT 1

(Miej­sce: dzien­nik elek­tro­nicz­ny, 24 kwiet­nia, godzi­na 10:04)

Siła Wyż­sza: W załą­cze­niu prze­sy­łam pro­gram Dnia Otwar­te­go, któ­ry rów­nież wisi już od kil­ku dni w poko­ju nauczy­ciel­skim.  Pro­szę wycho­waw­ców o poin­for­mo­wa­nie klas o tym pro­gra­mie.

AKT 2

(27 kwiet­nia, teren szko­ły, zaawan­so­wa­ne popo­łu­dnie. Pootwie­ra­ne drzwi do klas. Na kory­ta­rzu idą sznur­kiem ucznio­wie; przy­po­mi­na­ją tro­chę mrów­ki. Nio­są to co zdo­by­li na por­tier­ni: płót­na, nożycz­ki, inne rze­czy. Będą deko­ro­wać sale — zamie­nią je w róż­ne kra­je. Sły­chać obca­sy — zapo­wia­da­ją Panią Wie­się, któ­ra przez naj­bliż­sze kil­ka godzin będzie robić w salach noto­rycz­ne inspek­cje)

Chór uczniow­ski: Oko wszę­dzie, ucho wszę­dzie. Co to będzie? Co to będzie?

Pani Wie­sia: Nie rób­cie Dzia­dów. Zdą­ży­cie na jutro?

Chór uczniow­ski: Kil­ka rze­czy donie­sie­my rano.

Akt 3

(Deko­ra­cja kory­ta­rza. Balo­ni­ki — grup­ka uczniów z 1 ct prze­ta­cza do nich dwu­tle­nek węgla wypro­du­ko­wa­ny w płu­cach. Od tej pro­duk­cji robią się z począt­ku czer­wo­ni, ale potem już tyl­ko bled­ną. Będą moco­wać balo­ni­ki do listwy na kory­ta­rzu. Na tej samej listwie trzy oso­by z chó­ru uczniow­skie­go zawie­sza­ją duży napis „Wita­my”)

Chór uczniow­ski z 1 ct: Cięż­ko idzie!

Sabi­na: Nie mogę! Nie umię zawią­zy­wać balo­ni­ków.

Pan Tomasz: Spo­koj­nie. Będziesz dźwi­gać sto­ły. Jesz­cze nie wiem dokąd, bo przez fra­mu­gi te kolo­sy nie przej­dą.

Pan Patryk (chwi­lę potem): Sto­ły i rośli­ny trze­ba zabrać, bo tutaj będzie pokaz ani­ma­cji. A tam — hen koło por­tier­ni — będzie pokaz bar­mań­ski.

Chór uczniow­ski z 1 ct: Ile tych balo­ni­ków? Jak wie­szać? Skąd? Dokąd? Jak? Jak?

(Kory­tarz koło sali 204. Drzwi do sali 204 sze­ro­ko otwar­te. Widać przez nie ogrom­ne ster­ty tek­tu­ro­wych pudeł. Co z nich zbu­du­ją ucznio­wie kla­sy 2 et? Wło­chy? Nepal? Pudło — tutaj będzie Fran­cja. Oj, rośnie Fran­cja ponad czub­ki głów…)

Chór uczniow­ski z 2 et: Potrze­bu­je­my trzech balo­ni­ków w kolo­rach Fran­cji.

Chór uczniow­ski z 1 ct (mocu­jąc do drzwi sali 204): Nie­bie­ski, bia­ły, czer­wo­ny!

Pani Wie­sia: Zdą­ży­cie na jutro?

(Na kory­tarz wypły­wa Siła Wyż­sza. Nic nie mówi. Atmos­fe­ra pra­cy nasi­la się)

Akt 4

(Sala na pierw­szym pię­trze — w środ­ku jest jak­by orien­tal­nie, przez salę prze­pły­wa rze­ka. Trój­ka dziew­cząt budu­je kon­struk­cję przy­po­mi­na­ją­cą jakąś kolum­na­dę. Na środ­ku Pani Doro­ta z zasty­głym okrzy­kiem na ustach)

Pan Tomasz: Co tam sły­chać ? Chiń­czy­cy trzy­ma­ją się moc­no?

Pani Doro­ta: Tu będzie Taj­lan­dia. Ale mało rąk do pomo­cy. Chłop­cy nie przy­szli pomóc, z Taj­lan­dii robi się nie­zły Mek­syk.

Pani Wie­sia (wcho­dzi stu­ka­jąc ener­gicz­nie obca­sa­mi): Zdą­ży­cie na jutro?

Chór uczniow­ski: Kil­ka rze­czy donie­sie­my rano.

Pani Doro­ta (wycho­dząc przed sze­reg uczen­nic): Będzie nawet słoń!

Zakoń­cze­nie

(28 kwiet­nia, szkol­ny kory­tarz. Na kory­ta­rzu 400 gim­na­zja­li­stów. Zaglą­da­ją do sal, aby zwie­dzić Fran­cję, Gre­cję, Mek­syk, Taj­lan­dię, Wło­chy, inne kra­iny… Oglą­da­ją poka­zy — ani­ma­cji oraz bar­mań­ski. Są zain­te­re­so­wa­ni. Gesty­ku­lu­ją. Zaga­du­ją. Przez tłu­my prze­bi­ja się Pan Patryk. Siła Wyż­sza w towa­rzy­stwie nauczy­cie­li odwie­dza poszcze­gól­ne kra­je — kla­sy, oce­nia­jąc ich wystrój, przy­go­to­wa­ne potra­wy i ubio­ry regio­nal­ne.)

Pani Wie­sia: Zdą­ży­li.

Siła Wyż­sza: A jakie potra­wy przy­go­to­wa­li!

(Mija­ją kolej­ne godzi­ny… Dzień Otwar­ty zosta­je zamknię­ty oko­ło 14.00).

Tak, wiem. Wię­cej dra­ma­tów nie napi­szę. Pozdra­wiam wszyst­kich 🙂

760 total views, 7 views today

Rapujący hotelarz, czyli Mikey i jego trzy wcielenia

Ponie­dzia­łek — niby po leni­wym week­en­dzie, ale zawią­zy­wa­nie butów oka­zu­je się jak­by męczą­ce. Dotar­cie do sznu­ró­wek trwa dłu­żej niż w pią­tek, chy­ba fak­tycz­nie wszech­świat (a więc cza­so­prze­strzeń) się roz­sze­rza. Może to ta sza­ra­wa pogo­da napie­ra­ją­ca na umysł i cia­ło jak deska z gwoź­dzia­mi? Wysy­łam kil­ka cie­plej­szych myśli w stro­nę ludzi, któ­rzy przez week­end pra­co­wa­li, robi­li kur­sy, aktyw­nie wypo­czy­wa­li. Wiem, że w tym gro­nie znaj­du­ją się ucznio­wie naszej szko­ły. Aktyw­ni, odda­ni róż­nym pasjom i zain­te­re­so­wa­niom, zarob­ku­ją­cy.

Na przy­kład nasz szkol­ny raper, Mikey. Przez tydzień cho­dzi do szko­ły jako Kon­rad, nato­miast w week­en­dy się roz­dwa­ja: daje kon­cer­ty jako Mikey z zespo­łu Gorz­ko słod­ki smak oraz pra­cu­je w hoste­lu na kli­ma­tycz­nym kra­kow­skim Kazi­mie­rzu, w pobli­żu pla­cu, na któ­rym kie­dyś znaj­do­wa­ła się rzeź­nia… W hoste­lu zaczy­nał jak wie­lu od pod­staw — róż­nych drob­nych zajęć i obo­wiąz­ków, a  obec­nie spra­wu­je tym­cza­so­wo funk­cję kie­row­ni­ka recep­cji, ma regu­lar­ne kon­tak­ty z klien­ta­mi, w tym licz­ny­mi cudzo­ziem­ca­mi. Na sce­nie obra­bia publi­kę woka­lem, tyle że ener­ge­tycz­nych decy­be­li jest znacz­nie wię­cej. Odbu­do­wa woka­lu zaj­mu­je mu potem pierw­sze dni kolej­ne­go tygo­dnia 🙂

Oto wywiad, jakie­go Mikey mi udzie­lił (czę­ścio­wo po odbu­do­wie woka­lu, a czę­ścio­wo pocz­tą elek­tro­nicz­ną):

Ja - Może na począ­tek powiesz kil­ka słów o swo­im zespo­le…

Mikey - W jego skład wcho­dzą obec­nie czte­ry oso­by. Oprócz mnie (wokal) są to: Zelo (dru­gi wokal), DJ Śpioch (czy­li natu­ral­nie DJ) oraz Kozi (zarząd zespo­łem). Gru­pa wystar­to­wa­ła w 2012 roku ale po paru mie­sią­cach zawie­si­ła swo­ją dzia­łal­ność. Reak­ty­wa­cja zespo­łu nastą­pi­ła w 2014 roku, gdy do nie­go dołą­czy­łem (do rapo­wa­nia wcią­gnął mnie Zelo, śpie­wa­nie zaczę­ło się wcze­śniej, w trze­ciej kla­sie pod­sta­wów­ki). W grud­niu 2015 roku wyda­li­śmy naszą pierw­szą pły­tę. To były ogrom­ne emo­cje… Parę dni temu wyszła dru­ga pły­ta.

Ja — O czym rapu­je­cie?

Mikey - Myślę, że tutaj waż­niej­sze jest po co rapu­je­my, a nie o czym… Rapu­je­my dla ludzi, aby dostar­czyć im jak naj­wię­cej ener­gii i nakrę­cić do dzia­ła­nia. Poza tym, nasza muzy­ka nie zawę­ża się do kil­ku tema­tów, ale „wypły­wa na wie­le hory­zon­tów”, tych odkry­tych i takich, któ­rych nasi słu­cha­cze jesz­cze nie doświad­czy­li. Na pew­no nie inte­re­su­ją nas tema­ty poli­tycz­ne.

Ja - Wie­my, że rapu­jesz. Czy masz w zespo­le jesz­cze jakąś funk­cję? Grasz na czymś?

Mikey - Two­rzę tek­sty do swo­ich zwro­tek, zarzą­dzam naszym face­bo­okiem i Insta­gra­mem. W wyjąt­ko­wych sytu­acjach zaj­mu­ję się e-maila­mi. Jeśli cho­dzi o instru­men­ty, to nie gram na żad­nym — jedy­nym instru­men­ta­li­stą w zespo­le jest DJ Śpioch, któ­ry gra na gra­mo­fo­nach.

Ja - Jak godzisz naukę z pra­cą w hoste­lu i grą w zespo­le?

Mikey - Radzę sobie z pla­no­wa­niem swo­je­go cza­su. Zresz­tą pra­cu­ję i kon­cer­tu­ję tyl­ko w week­en­dy, a na stu­dio nasz zespół poświę­ca jeden dzień w tygo­dniu. Nato­miast pra­ca w hoste­lu nie jest bar­dzo męczą­ca. Bywa­ją jakieś trud­no­ści, ale rzad­ko (wspo­mi­na tutaj sytu­ację z gru­pą kło­po­tli­wych gości).

Ja - Wią­żesz swo­ją przy­szłość z hote­lar­stwem albo rapo­wa­niem?

Mikey - Jed­no nie wyklu­cza dru­gie­go. Cał­kiem moż­li­we, że na co dzień będę pra­co­wał w hote­lu a śpie­wa­nie będzie moim dodat­ko­wym zaję­ciem.

Ja - Ponie­waż jeste­śmy na szkol­nym blo­gu, zadam nastę­pu­ją­ce, ostat­nie pyta­nie: jakie jest two­je pierw­sze sko­ja­rze­nie z nazwą Zespół Szkół im. Julia­na Tuwi­ma?

Mikey - Naj­lep­sza szko­ła w Biel­sku-Bia­łej dla uczniów, któ­rzy  marzą o dobrej przy­szło­ści w per­spek­ty­wicz­nym zawo­dzie.

Hm… Tra­fił się nie­naj­gor­szy wer­set na koniec tego wpi­su… Pozdra­wiam wszyst­kich, zwłasz­cza tych, któ­rzy aktyw­nie spę­dza­ją week­en­dy!

1,365 total views, 7 views today

Pani Dorota nasyła na szkołę happening czytelniczy

W zeszły wto­rek na tere­nie szko­ły buszo­wał hap­pe­ning czy­tel­ni­czy. Do klas zaglą­da­ły tajem­ni­cze posta­ci w dłu­gich, powłó­czy­stych sza­tach; nie­któ­re z nich trzy­ma­ły w rękach coś, co wyglą­da­ło na kije podróż­nych. Czyż­by pro­po­zy­cje nowych szkol­nych mun­dur­ków? Nie tym razem, zresz­tą szko­ła nie wyma­ga od uczniów posia­da­nia spi­cza­stych uszu, kocich wąsów ani nosze­nia heł­mów. Więc kto to był? No cóż, zde­cy­do­wa­nie były to posta­ci lite­rac­kie. Jed­na z nich gar­bi­ła się w lite­rac­ki spo­sób, a jesz­cze inna po lite­rac­ku dźga­ła kijem powie­trze.  Cała eki­pa cier­pia­ła przy tym na zanik pamię­ci. Tajem­ni­czy osob­ni­cy wcho­dzi­li pod­czas lek­cji do klas i zada­wa­li uczniom trzy pyta­nia. Kim jestem? Z jakiej książ­ki się urwa­łem? Kto mnie wykre­ował?  A odpo­wie­dzi na te pyta­nia przy­cho­dzi­ły z róż­ną szyb­ko­ścią. Cięż­ko miał podob­no kot Behe­mot z „Mistrza i Mał­go­rza­ty” Micha­iła Buł­ha­ko­wa — jed­na kla­sa nie czy­ta­ła jesz­cze tej lek­tu­ry. Mniej­sze pro­ble­my napo­tka­ło towa­rzy­stwo, któ­re wypa­dło spo­mię­dzy kar­tek „Wład­cy Pier­ście­nia” — hob­bit Fro­do, cza­row­nik Gan­dalf, elf Lego­las, kra­sno­lud Gim­li i resz­ta tej lite­rac­kiej eki­py. Tol­kien trzy­ma się moc­no, mimo że aku­rat ta pozy­cja lek­tu­rą nie jest. Dosyć pręd­ko ziden­ty­fi­ko­wa­no też inne posta­ci: Wer­te­ra z powie­ści Goethe­go i pan­nę mło­dą z „Wese­la”.

Pomysł na hap­pe­ning naro­dził się oczy­wi­ście w naszym BCK, czy­li Biblio­tecz­nym Cen­trum Kul­tu­ral­nym. Ofi­cjal­na nazwa tego miej­sca to biblio­te­ka, ale wie­my dobrze, że w prak­ty­ce te trzy pomiesz­cze­nia peł­nią znacz­nie wię­cej funk­cji. Mamy tam pra­cow­nię kom­pu­te­ro­wą z mul­ti­me­dia­mi, salę lek­cyj­ną, dom kul­tu­ry oraz azyl dla zmę­czo­nych. Ten ostat­ni w posta­ci wygod­nych zie­lo­nych kanap, gdzie łatwo może­my zatrzy­mać nasze wewnętrz­ne, roz­go­rącz­ko­wa­ne try­bi­ki. Z dru­giej stro­ny trze­ba przy oka­zji wspo­mnieć, że bywa­ją chwi­le, gdy kana­py sta­ją się nie­uży­wal­ne. Dzie­je się tak w dniach i godzi­nach poprze­dza­ją­cych róż­ne szkol­ne przed­sta­wie­nia i uro­czy­sto­ści — biblio­te­ka zamie­nia się wte­dy w miej­sce prób teatral­nych i cho­re­ogra­ficz­nych. Taki plac budo­wy, gdzie na gło­wę może spaść jakiś pustak. Pani Doro­ta trzy­ma w ręce nie­wi­dzial­ny gwiz­dek; woko­ło panu­ją szu­ra­nia, świ­sty, komen­dy, muzy­ka i hiper­wen­ty­la­cja; ucznio­wie tań­czą, mru­ga­ją, recy­tu­ją albo prze­miesz­cza­ją się z kąta w kąt z koń­ską gło­wą na kar­ku. Koń ma wytrzesz­czo­ne oczy, chy­ba nie wie jak odna­leźć się w całym tym zawi­ro­wa­niu… Muszę tutaj jed­nak wyraź­nie zazna­czyć, że trud­no sobie wyobra­zić Tuwi­ma bez takiej nakrę­co­nej biblio­te­ki. Tutaj powsta­ją pra­wie wszyst­kie szkol­ne impre­zy i inne wyda­rze­nia, któ­re cemen­tu­ją szkol­ną spo­łecz­ność, uroz­ma­ica­ją nasz dzień powsze­dni i wydo­by­wa­ją z uczniów poten­cjał. Uwa­żam przy tym, że mamy duet biblio­te­kar­ski, któ­ry dosko­na­le się uzu­peł­nia. Pani Doro­ta gwa­ran­tu­je nie­skrę­po­wa­ny dyna­mizm, a Pani Agniesz­ka spo­kój i wyci­sze­nie. Jang i jing w czy­stej posta­ci.

Hap­pe­ning zakoń­czył się tak samo jak się zaczął, czy­li na weso­ło. Grup­ka posta­ci lite­rac­kich posta­no­wi­ła roz­ła­do­wać ładu­nek pozy­tyw­nej ener­gii, jaki zgro­ma­dzi­ła pod­czas zaba­wy. Włą­czy­ła w biblio­te­ce muzy­kę, zaczę­ła tań­czyć i śpie­wać. Towa­rzy­stwo wpa­dło w naj­praw­dziw­szy trans. Poja­wi­ła się pan­to­mi­ma z kija­mi, a kra­sno­lud wylą­do­wał nawet z gita­rą na pod­ło­dze. Zresz­tą sami zobacz­cie film i zdję­cia. Pozdra­wiam wszyst­kich!

1,021 total views, 3 views today

Remik Distel — wicedyrektor, człowiek z energią i pasją

Remik Distel. Wycho­waw­ca, nauczy­ciel infor­ma­ty­ki, wice­dy­rek­tor. Odszedł na waka­cjach. Kie­ro­wał obo­zem zor­ga­ni­zo­wa­nym dla uczniów Tuwi­ma we Wło­szech w Gar­ga­no. Było gorą­ce lato 2000 roku. Lipiec. Adria­tyk kusił lazu­ro­wy­mi woda­mi. Miał 38 lat.

Wie­dział dla­cze­go war­to być nauczy­cie­lem. Rozu­miał uczniów jak mało któ­ry bel­fer. Zawsze po wła­ści­wej stro­nie. Wspie­rał pod­opiecz­nych i żar­to­wał.

Pozna­li­śmy się jako nauczy­cie­le w SP 32 w Wapie­ni­cy. Remik, jak każ­dy nie­spo­koj­ny duch, poszu­ki­wał nowych wyzwań i moż­li­wo­ści roz­wi­ja­nia umie­jęt­no­ści wycho­waw­czo-dydak­tycz­nych. Dostał pro­po­zy­cję pra­cy w Tuwi­mie. VII LO. Na począt­ku jako nauczy­ciel infor­ma­ty­ki i wycho­waw­ca kla­sy, bar­dzo szyb­ko awan­so­wał i zaczął peł­nić funk­cję wice­dy­rek­to­ra szko­ły. Dobrze znał pułap­ki zawo­du nauczy­cie­la. Dużo mnie nauczył. Naj­bar­dziej ceni­łem w nim bez­kom­pro­mi­so­wość i otwar­tość. To od Remi­ka usły­sza­łem, jakie popeł­niam błę­dy jako nauczy­ciel. Wszy­scy je popeł­nia­my, kie­dy zaczy­na­my pra­cę. Za ostro. Zbyt auto­ry­tar­nie, za bar­dzo z wyso­ko­ści kate­dry, za któ­rą chce­my się scho­wać. Albo za bar­dzo chce­my zaprzy­jaź­nić się z ucznia­mi. Skra­ca­my dystans. Cza­sa­mi dzia­ła, cza­sa­mi pozba­wia­my się moż­li­wo­ści manew­ru i oddzia­ły­wa­nia wycho­waw­cze­go. Remik nie ucie­kał od trud­nych roz­mów. Był mądrym dyrek­to­rem, kole­gą, przy­ja­cie­lem. Nie­je­den raz usły­sza­łem gorz­kie sło­wa. Poma­ga­ły w każ­dym prze­pra­co­wa­nym nauczy­ciel­skim dniu. Poszu­ki­wał nowych roz­wią­zań, nowych metod i środ­ków dydak­tycz­nych. Two­rzył szkol­ne pra­cow­nie infor­ma­tycz­ne. Nowo­cze­sne, opar­te na rodzą­cych się moż­li­wo­ściach sie­ci infor­ma­tycz­nych. Koń­czy­ły się lata ’90. Kel­ly Fami­ly zapeł­nia­li sta­dio­ny 250 tyś. fanów — Remik był jed­nym z nich. Ot, taka mała sła­bost­ka. Na waka­cjach zawsze w ban­dam­ce. Tyl­ko bro­dę było widać i roze­śmia­ne oczy. Oboź­ny, komen­dant obo­zów wypo­czyn­ko­wych w Pogo­rze­li­cy. Dużo śpie­wał, choć nie bar­dzo potra­fił, tań­czył, jak już to na sto­le. Mistrz har­cer­skich zabaw — pory­wał 9 lat­ka i 18-let­nie­go wyrost­ka, jak już wdra­pał się na stół, to bawi­li się wszy­scy.

Klau­diusz Knyps

Dyrek­tor Tuwi­ma od 2008

 

3,539 total views, 5 views today

Zakręcony Dzień Hotelarza i Turysty

23 mar­ca 2017 — Dzień Hote­la­rza i Tury­sty. Aula napeł­nia się ludź­mi. Więk­szość sia­da w fote­lach jako widow­nia naj­now­sze­go szkol­ne­go Wyda­rze­nia. Na jakieś dwie i pół godzi­ny hote­la­rze prze­mie­nią się w fote­la­rzy. Co zoba­czą? Zoba­czy­my, zaczy­na się… Naj­pierw uro­czy­sta część Dnia, w tym powi­ta­nie zapro­szo­nych gości — zaprzy­jaź­nio­nych przed­sta­wi­cie­li biel­skich hote­li i biur podró­ży. Chwi­lę potem za mów­ni­cą logu­je się pro­fe­sor Sto­ec­ker z pod­su­mo­wa­niem sie­dem­na­stu lat Pro­gra­mów Euro­pej­skich w naszej szko­le. W pew­nym momen­cie sąsiad­ka w kolej­nym rzę­dzie zasła­nia mi widok. Gdy odsu­wa gło­wę widzę już inną sce­nę: wrę­cza­nie cer­ty­fi­ka­tów uczniom, któ­rzy poje­cha­li w tym roku na prak­ty­ki zagra­nicz­ne. A potem następ­ne wrę­cza­nie: nauczy­cie­le, któ­rzy pod­czas ferii ćwi­czy­li język angiel­ski w Wiel­kiej Bry­ta­nii dosta­ją świa­dec­twa ukoń­cze­nia kur­su, tzw. Euro­pas­sy.

Potem roz­krę­ca się zaba­wa i jest git… 🙂 Śpie­wa towa­rzy­stwo, któ­re potra­fi dobrze to robić. Oglą­da­my pokaz mody hote­lar­skiej i tury­stycz­nej — kon­fe­ran­sje­rzy wywo­łu­ją na wybieg recep­cjo­nist­ki, ste­war­des­sy, prze­wod­ni­ków gór­skich i miej­skich oraz „pięk­ne panie poko­jo­we”. Dziew­czy­ny krę­cą w powie­trzu toreb­ka­mi i wywi­ja­ją płasz­cza­mi. Jed­na z pięk­nych pań poko­jo­wych nie wywi­ja, macha za to mio­tłą, spek­ta­ku­lar­nie żuje gumę i praw­do­po­dob­nie nazy­wa się Grze­siek albo Józek, albo ________ (wstaw imię, któ­re ci się podo­ba, i któ­re nie koń­czy się na -a). I jesz­cze jeden detal: co dru­gi model obry­wa od kon­fe­ran­sje­ra za to, że nie umie się dobrze ubrać.

W pew­nej chwi­li na auli gaśnie świa­tło. Łapię się za kie­szeń z pie­niędz­mi, ale nie­po­trzeb­nie. Nic z tych rze­czy. Na auli zaczy­na­ją trza­skać fle­sze i wkrót­ce pod sce­ną poja­wia się efek­tow­na cele­bryt­ka w asy­ście foto­re­por­te­rów oraz jej ochro­niarz, pry­wat­nie chy­ba gang­ster.  Wita ich zało­ga jakie­goś samo­lo­tu, czy­li Pani Wio­let­ta oraz Pan Pilot, któ­ry umie dłu­go trzy­mać ręce w powie­trzu. Już wiem: kla­sa III et poka­zu­je scen­kę, w któ­rej linie lot­ni­cze obsłu­gu­ją VIPa! Scen­ka prze­bie­ga z tur­bu­len­cja­mi i koń­czy się bra­wa­mi. Podob­nie reagu­je publicz­ność na ske­cze innych klas trze­cich. Oto na sce­nę wcho­dzi kró­lo­wa w eskor­cie Bor­su­ka, Soko­ła (chy­ba dobrze sły­szę?) i dwóch innych miłych panów ochro­nia­rzy w sty­lu „ręce na maskę i nie kom­bi­no­wać”, któ­rzy nie dopusz­cza­ją per­so­ne­lu hote­lo­we­go do swo­jej pra­co­daw­czy­ni. Auten­tycz­ny śmiech wywo­łu­je tak­że scen­ka, w któ­rej Karo­la i Woj­tas wita­ją kwia­ta­mi i czer­wo­nym dywa­nem same­go Papie­ża. Odtwór­ca roli Dostoj­ne­go Gościa hob­by­stycz­nie ćwi­czy papie­skie gesty przed lustrem albo ma talent… 🙂

Dzień wcze­śniej ist­nia­ło real­ne nie­bez­pie­czeń­stwo, że wizy­ta Papie­ża w cza­sie Dnia Hote­la­rza i Tury­sty nie doj­dzie do skut­ku — pro­blem pole­gał na prze­dłu­ża­ją­cym się Kon­kla­we. Do pró­by przed pre­mie­rą nie doszło, bia­ły dym poja­wia się dopie­ro w Dniu Hote­la­rza i Tury­sty. Nawet nie dym, tyl­ko mała zadym­ka! O ile mi wia­do­mo, zawdzię­cza­my to nego­cja­cjom Kurii Biblio­tecz­nej. Nawia­sem mówiąc, wzią­łem epi­zo­dycz­ny udział pod­czas wspo­mnia­nych nego­cja­cji, gdzie usły­sza­łem kil­ka cie­ka­wych dia­lo­gów. Przy­kła­do­wo, Pani Doro­ta poru­szy­ła temat „sznur­ka” do prze­pa­sy­wa­nia papie­skiej sza­ty, na co uczeń napo­mniał ją, że papież nie zawią­zu­je się żad­nym „sznur­kiem”, tyl­ko „cin­gu­lum”.  No jasne! Jak moż­na pomy­lić sznu­rek z cin­gu­lum?

Wróć­my do Dnia Hote­la­rza i Tury­sty… Duże emo­cje wzbu­dza Bieg Kel­ne­rów, szta­fe­ta w któ­rej ucznio­wie prze­ka­zu­ją sobie tacę z fili­żan­ką i inny­mi ele­men­ta­mi zasta­wy sto­ło­wej. Lecą na czas, okrą­ża­jąc aulę. Wła­śnie leci kolej­ny kel­ner. Jeśli on i jego dru­ży­na zbli­żą się do szyb­ko­ści SMSa, to praw­do­po­dob­nie ugry­zą wir­tu­al­ny zło­ty medal. A jeśli nie, to też nie ma pro­ble­mu. Liczy się zaba­wa.

- Marian, a po co oni bie­gną?

- Po medal.

- A kto dosta­nie medal?

- Ten pierw­szy.

- To po co bie­gnie resz­ta?

(Marian i Hela oglą­da­ją zawo­dy spor­to­we, kaba­ret Koń Pol­ski)

Z widow­ni sły­szę pro­po­zy­cje, by dodać tor prze­szkód. Suge­ru­je się sko­ki przez tecz­ki i ple­ca­ki. Tyl­ko co zamor­ty­zu­je praw­do­po­dob­ną prze­wrot­kę, sko­ro kel­ner musi biec pro­fe­sjo­nal­nie, tzn. powi­nien jed­ną, unie­sio­ną ręką nieść tacę, a dru­gą trzy­mać scho­wa­ną za ple­ca­mi (w tzw. pozy­cji „nie zale­ży mi na napiw­ku”)… ?

Mija­ją kolej­ne minu­ty. Na sce­nie poja­wia­ją się rape­rzy, Kon­rad i jego kole­ga, któ­rym poświę­cę w przy­szło­ści osob­ny wpis. Potem zaba­wa się koń­czy i ludzie zaczy­na­ją się roz­cho­dzić. Było sym­pa­tycz­nie. Dni takie jak ten przy­po­mi­na­ją, że bycie razem może być faj­ne, nawet jeśli nie zna­my sąsia­da z fote­la obok. A co do fote­la — pora się z nie­go wydo­stać. Pozdra­wiam wszyst­kich! Pozdra­wiam też, oczy­wi­ście, wszyst­kie oso­by zaan­ga­żo­wa­ne w orga­ni­za­cję Dnia Hote­la­rza i Tury­sty 2017!

3,218 total views, 30 views today

Deutschland! Wyprawa na Targi Turystyczne w Berlinie

Nie­daw­no gru­pa nauczy­cie­li i mło­dzie­ży z naszej szko­ły odwie­dzi­ła Tar­gi Tury­stycz­ne w Ber­li­nie. Byłem cie­kaw tego wyjaz­du, wobec cze­go posta­no­wi­łem zapy­tać o szcze­gó­ły Panią Dyrek­tor, czy­li naszą szkol­ną Panią Kanc­lerz. Bra­ła udział w wyciecz­ce (po raz szes­na­sty), z pew­no­ścią zechce poroz­ma­wiać… O 9.40 w zeszły ponie­dzia­łek zawi­ta­łem w jej gabi­ne­cie, gdzie sta­le powsta­ją jakieś pla­ny i stra­te­gie, a przy­cho­dzą­cy w złym momen­cie zapa­da­ją się przez dys­kret­ną kla­pę w dywa­nie. Sta­ną­łem na jego skra­ju.

Ja - Czy może­my poroz­ma­wiać? (chrząk­ną­łem w alfa­be­cie Mor­sa)

Cisza. (Będzie kla­pa?)

Zno­wu ja — Pani Kanc­lerz, przy­sze­dłem w spra­wie wywia­du.

Pani Kanc­lerz-Dyrek­tor (odry­wa się od swo­jej maszy­ny szy­fru­ją­cej i wska­zu­je mi ele­ganc­kim ruchem ręki krze­sło) — Jakie­go wywia­du, Hans? Obce­go?

Ja — Moje­go. Chcia­łem pro­sić o wywiad na temat wyjaz­du na Tury­stycz­ne Tar­gi w Ber­li­nie, gdzie jako ger­ma­nist­ka była pani w towa­rzy­stwie czter­dzie­stu czte­rech uczniów oraz Pani Wie­si i Pana Jaro­sła­wa. Podob­no zali­czy­li­ście spek­ta­ku­lar­ną wsy­pę.

Pani Dyrek­tor (momen­tal­nie ule­ga roz­ma­rze­niu, jak na kla­śnię­cie dło­ni) — Nie wsy­pę, tyl­ko wyspę. Tro­pi­kal­na Wyspa to naj­więk­sza samo­no­śna (bez pod­pór) hala w Euro­pie. Nie­by­wa­ła atrak­cja. W jej wnę­trzu moż­na się prze­le­cieć praw­dzi­wym balo­nem lub ste­row­cem, jest też naj­wyż­sza zjeż­dżal­nia w Niem­czech. W hali powsta­ła pięk­na lagu­na, las tro­pi­kal­ny i Morze Połu­dnio­wo­chiń­skie (hm… pod­ro­bi­li Chiń­czy­ków — zwy­kle bywa na odwrót…). No i tem­pe­ra­tu­ra. Na zewnątrz było zero stop­ni, a w środ­ku oko­ło trzy­dzie­stu. Pobyt na Wyspie był nie­zwy­kle przy­jem­nym prze­ży­ciem po nocy spę­dzo­nej w auto­ka­rze. Wszy­scy dobrze się bawi­li. Doszło nawet do tego, że opie­ku­no­wie ucie­kli mi na zjeż­dżal­nię!

Ja — Co było potem? Jakieś punk­ty prze­rzu­to­we, nazwi­ska, adre­sy?

Pani Dyrek­tor — Po Tro­pi­kal­nej Wyspie dotar­li­śmy do Ber­li­na. Tam spo­tka­li­śmy się z sym­pa­tycz­ną panią prze­wod­nik. Poka­za­ła nam cen­trum, w tym miej­sce, gdzie odby­wa się Ber­li­na­le — naj­więk­szy euro­pej­ski festi­wal fil­mo­wy. To tam roz­da­je się słyn­ne Zło­te Lwy. Nie­ste­ty zapo­mnie­li roz­ło­żyć dla nas czer­wo­ny dywan 🙂 .

Ja — Zwie­dza­li­ście nie­miec­ki par­la­ment?

Pani Dyrek­tor — To była atrak­cja ostat­nie­go dnia. Koło 19.00 po przej­ściu odpra­wy podob­nej do tej na lot­ni­sku zwie­dza­li­śmy Kopu­łę Reich­sta­gu, skąd było widać prze­pięk­nie oświe­tlo­ny Ber­lin.

Ja — Widzie­li­ście Kanc­lerz Mer­kel?

Pani Dyrek­tor — Nie­ste­ty nie, ale widzie­li­śmy, gdzie miesz­ka. Pani prze­wod­nik powie­dzia­ła, że jeden z domów pani Mer­kel jest przez Ber­liń­czy­ków nazy­wa­ny Żelaz­kiem. Dru­gi to Pral­ka. Kształ­ty domów przy­po­mi­na­ją te przed­mio­ty.

Ja — Przejdź­my do Tar­gów Tury­stycz­nych…

Pani Dyrek­tor — Tar­gi, kolej­na wiel­ka atrak­cja wyjaz­du, zgro­ma­dzi­ły w dwu­dzie­stu sze­ściu halach dzie­sięć tysię­cy wystaw­ców ze stu dzie­więć­dzie­się­ciu państw świa­ta. Nasza gru­pa spę­dzi­ła tam dwa dni, w tym czte­ry­sta osiem­dzie­siąt minut pierw­sze­go dnia (w trak­cie poda­wa­nia liczb Pani Dyrek­tor robi dłuż­sze prze­rwy dla zła­pa­nia tchu). Moż­na było spo­tkać cie­ka­wych ludzi, degu­sto­wać róż­ne potra­wy, oglą­dać tań­ce z róż­nych stron świa­ta, słu­chać śpie­wu, poga­dać z cudzo­ziem­ca­mi na zaple­czu, zbie­rać kape­lu­sze, tore­becz­ki, pen­dri­vy i inne gadże­ty. Tro­chę bola­ły nas nogi — pierw­sze­go dnia na Tar­gach prze­szli­śmy pięt­na­ście kilo­me­trów. Nacho­dzi­li­śmy się też w Pri­mar­ku, gdzie tanio moż­na dostać blu­zecz­ki, tore­becz­ki, sia­tecz­ki (jak tak dalej pój­dzie, może powstać powie­dze­nie „dobry hote­larz to mar­twy hote­larz” — pomy­śla­łem sobie 🙂 ).

Ja — Praw­dzi­wy trek­king po wszyst­kich zamiesz­ka­nych kon­ty­nen­tach, połą­czo­ny z ele­men­ta­mi zbie­rac­twa, łowiec­twa i zja­dac­twa. Jak ucznio­wie to znie­śli?

Pani Dyrek­tor — Ucznio­wie byli fan­ta­stycz­ni — pod­czas całe­go wyjaz­du. Nato­miast mały pro­blem mie­li­śmy z Panem Jar­kiem. Pod­czas wyjaz­du upodo­bał sobie degu­sta­cję lokal­nych spe­cja­łów przy dźwię­kach har­fy. Nie mogli­śmy go od tego ode­rwać…

Ja — Dzię­ku­ję za ten wywiad. (Na koniec obrzu­cam wzro­kiem gabi­net. Nie dostrze­gam żad­ne­go nowe­go kape­lu­sza, tore­becz­ki, ani nawet sia­tecz­ki. Czyż­by Pani Dyrek­tor szła na Tar­gach za gru­pą zamiast na cze­le?)

Tyle na dzi­siaj. Dzię­ku­ję Karo­li­nie za zdję­cia, któ­re publi­ku­ję na blo­gu. Auf wie­der­se­hen !

365 total views, 1 views today